środa, 31 maja 2017

BLISKIE SPOTKANIA DRUGIEGO RODZAJU W POLSCE Cz. 6 Marcin Stachurski.

To już, ostatnia część, relacji na temat Bliskich Spotkań II Rodzaju, które opracował Marcin Stachurski. Wracając do CE II, chciałbym Czytelnikom zasygnalizować, że 25 kwietnia 2017 roku w miejscowości Głogówek woj. Dolnośląskie, doszło do zdarzenia, które być, może jest związane z pozostawieniem fizycznych śladów w otoczeniu. Przeprowadziłem rozmowę ze świadkiem, otrzymałem zdjęcia wyciśniętych dwóch około 50 cm pierścieni w lesie w miejscu obserwacji dużej kuli światła, która wypuszczała mniejsze. Na miejscu byli m.in., Irek Krokowski, który wykonał dokumentację, a pobrane próbki gleby wysłał do mnie w celu wykonania badań. Zdarzenie opisze na blogu  Damian Trela, ponieważ to jego rejon działalności. Kilka zdjęć z Głogówka zobaczycie Państwo na końcu artykułu. 






STRACH ZWIERZĄT PRZED UFO


Okolice Łukowic Brzeskich - 16.11.1979 r.

Poniższa obserwacja została dokonana przez dwóch niezależnych od siebie świadków,  profesora J.B. oraz mieszkańca Brzegu, znajdujących się w tym czasie w dwóch różnych miejscach. W momencie rejestracji tego zdarzenia w listopadzie 1989 r. prof.  J.B.  już nie żył,  ale obserwacja była dobrze znana w szczegółach córce oraz żonie, ponieważ profesor często do niej (obserwacji) wracał i opowiadał swoje przeżycie. Została także poinformowana prasa, do której J.B.  zadzwonił zaraz po powrocie do domu. Zdarzenie miało miejsce na wówczas mało ruchliwej drodze na północ od Łukowic Brzeskich do Oławy. Profesor J.B. 16 listopada 1979 roku, ok. godz. 18-tej,   po odwiezieniu swojej żony do syna mieszkającego w Tarnicy koło Niemodlina, wracał  autem wraz z psem-spanielem (leżącym na tylnym siedzeniu) do Wrocławia do córki pozostawionej domu. Na dworze było pogodnie i sucho, a niebo było gwieździste. Będąc w okolicy Łukowic Brzeskich nagle poczuł, że coś chce mu staranować samochód wydając przy tym przeraźliwy dźwięk, huk i  szum, podobny jaki wydaje ''jadący kombajn, maszyna drogowa lub duży samochód''.  Sądząc, że za nim jedzie auto z wyłączonymi światłami, zjechał na pobocze drogi, wyłączył silnik i wysiadł z auta, za którym nikogo nie było. Rozglądając się dookoła zauważył w odległości ok. 50 metrów od siebie (wg relacji żony)  wiszącą nad szosą kulę.  Córka natomiast dodaje, że J.B. widział kulę przez tylno okno samochodu już podczas jazdy autem. W momencie wysiadania i/lub zauważenia kuli dobiegający hałas ustał. Kula o średnicy ok. 7-8 m. była regularnego kształtu, bez żadnych widocznych szczegółów na swej powierzchni, koloru intensywnego oranżu, emanująca łagodne światło, podobne do świateł odblaskowych samochodu i zajmowała całą szerokość drogi. Obiekt tkwił ponad minutę nieruchomo nad drogą, po czym wzbił się pionowo w górę i odleciał prędkością mniejszą od lecącego samolotu w przeciwnym kierunku, z którego jechał J.B. Kula, gdy była już tylko widoczna jak "biała gwiazda", skręciła zdecydowanie w lewo i zniknęła. Całe Bliskie Spotkanie II Stopnia trwało ok. 10 minut. W powyższym przypadku oprócz oddziaływania na samochód zauważono także wpływ obiektu na psa. Spaniel miał zwyczaj wyskakiwania z auta, gdy tylko otwierały się od niego drzwi (czego nie uczynił, gdy J.B. wysiadał z auta na poboczu drogi), natomiast w trakcie trwania obserwacji siedział cały czas wystraszony, kuląc się i skomląc. Również po dotarciu świadka do domu pies nadal siedział przestraszony, nie chciał się ruszyć i trzeba było go wyciągać.  Drugim świadkiem omawianego zdarzenia był mieszkaniec Brzegu, który ok. 18-tej godz., 16 listopada 1979 r.  w odległości ok. 9-ciu km w linii prostej od miejsca obserwacji kuli przez J.B., widział przez 20-30 sekund, okrągły, różowo-żółty obiekt, który leciał w linii prostej, z północnego zachodu na południowy wschód o wielkości kątowej dwa razy większej od planety Wenus, z szybkością porównywalną do prędkości samolotu odrzutowego. Dookoła kuli występowały białe iskry, układające się opływowo względem kierunku jego poruszania się.  (Źródło: Bronisław Rzepecki - "Bliskie Spotkania z UFO w Polsce" - Karat 1995 r., Bronisław Rzepecki - "Sam na sam z UFO?" - kwartalnik UFO nr 25 (1/1996) )  

ARTEFAKTY Z UFO


Blachownia - 07-08.1914-1918 r.

W okolicy Blachowni koło Częstochowy w lipcu lub sierpniu podczas trwania I wojny światowej grupka wiejskich chłopców bawiła się w okolicy lasku. Nagle nad nim ukazała się purpurowa łuna, która chwilę później zmieniła kolor na jaskrawoniebieski. Wkrótce zza wierzchołków drzew wyleciał z cichym, ale wyraźnym świstem okrągły, jaskrawo świecący obiekt o bliżej nieokreślonej wielkości.  Obiekt przeleciał z ogromną prędkością nad chłopcami i znikł w krzakach rosnących w odległości około 500 m od miejsca obserwacji. Chłopcy sądząc, że to upadek meteorytu pobiegli w tamto miejsce i znaleźli tam nieforemną grudkę nieznanej substancji wielkości dwóch ludzkich pięści. Była to galaretowata masa, lepka w dotyku i świecąca zielonym, fosforyzującym światłem. Nie posiadała żadnego zapachu i  z upływem czasu substancja zmniejszała swoją objętość i w ciągu godziny zniknęła całkowicie. (Źródło: Bronisław Rzepecki, Krzysztof Piechota - "Obserwacje NOLi w skali światowej" - kwartalnik UFO nr 2 (2/1990))

Szklarnia - 17.12.1980 r.

Na skraju wsi Szklarnia 17 grudnia 1980 roku ok. godz. 17:00 22-letni wówczas świadek przebywał poza domem w zabudowaniach gospodarczych. Gdy wyszedł na podwórze spoglądając w kierunku północnym ujrzał wysoko na niebie na wysokości ok. 400-500 m  dużą, jasną, nieruchomą łunę światła o niewyraźnych konturach i niezbyt rażącą w oczy,  która po chwili zgasła niknąc na tle ciemnego nieba. Przestraszony pobiegł do domu, gdzie przebywali tam jego rodzice oraz czterej mężczyźni wykonujący prace hydrauliczne. Zaintrygowani tym co opowiedział wszyscy wyszli mężczyźni na podwórze i ujrzeli wysoko na niebie 5 lub 6 kul koloru ciemnoczerwonego, zielonkowatego i niebieskiego, tworzących formację trójkąta zwróconego podstawą ku ziemi, które powoli opadały w dół. Każda kula była wyraźnie widoczna, o ostro zarysowanych konturach i roztaczały wokół siebie lekką poświatę.  Dobiegał od nich dźwięk podobny do gwizdu, lub mechanicznego stukotu jaki powstaje przy potrząsaniu pojemnika z metalowymi przedmiotami. W  pewnym momencie od kul doszedł głośny, krótki huk, który wystraszył świadków, i ci w popłochu uciekli do domu. Odległość od kul do domu wynosiła ok. 200 m. Z okna pokoju prowadzili dalej obserwację, lecz dźwięk był już niesłyszalny. Kule nadal przesuwały się w dół i gdy znalazły się tuż nad ziemią, te znajdujące się najniżej wzniosły się z dużą szybkością (około dziesięciokrotnie szybszą od opadania) na wysokość 10 m. Wyglądało to tak jakby się odbiły od ziemi. Następnie ten sam manewr zrobiły kule zajmujące wyższe miejsce i gdy wzniosły się na wysokość  10  metrów znowu zaczęły wolno opadać, ale tym razem nie tworzyły już formacji trójkąta, tylko były już bezładnie rozrzucone. Opadłszy do ziemi ponownie "odbiły" się wznosząc się tym razem na niższą wysokość, po czym znów zaczęły opadać ku ziemi. Manewr ten powtórzył się osiem razy i za każdym razem kule "odbijały" się na coraz niższą wysokość, a po ostatnim "odbiciu" i powolnym opadnięciu nad ziemię kule nagle znikły lub zgasły. Cała ta obserwacja trwała od 15 do 20 minut. Świadkowie przez pewien czas patrzyli przez okno jednak nic ciekawego już nie zauważyli. Nie odważyli się również wyjśc na zewnątrz.


25. Wygląd kul (za UFO nr 6 (2/1991)

Blisko półtora godziny później przebywał na podwórzu ojciec świadka, który dostrzegł na niebie, nad horyzontem łunę światła, która wolno przesuwała się w dół. Zjawisko przypominało to, które obserwował wcześniej jego syn, tylko było znacznie oddalone i znajdowało się ok 2 km od domu. Łuna przez ok. 5 minut opadała na ziemię i będąc tuż nad nią nagle znikła lub zgasła.  Na drugi dzień rano świadkowie udali się na miejsce obserwacji w nadziei znalezienia śladów. Znaleźli przedmiot wykonany ze srebrzystobiałego materiału, przypominający aluminiową "rurkę". Znajdowała się ona ok 450 m od domu w okolicy miejsca, gdzie była obserwowana pierwsza łuna. Była tak ciepła, że wzięcie jej do ręki było możliwe tylko przez rękawiczkę. Jeden koniec był "ślepy" natomiast drugi miał kształt typowej rurki i wyglądał tak jakby rurka została oderwana w tym miejscu pod wpływem działania wysokiej temperatury lub dużej siły, na co wskazywał wyraźny ślad. Wewnętrzna powierzchnia “rurki” pokryta była warstwą  izolacyjną, która na brzegu noszącym ślad “urwania” była nadpalona i kruszyła się. “Rurka” miała 150 milimetrów długości i 33 milimetry średnicy. Na zewnętrznej powierzchni znajdowały się cztery niewielkie wgniecenia o głębokości około 0,5 milimetra nasuwające przypuszczenie, że mogły to być miejsca, w których była do czegoś przymocowana. Była lekka (ważyła około 100 gramów) i jednocześnie twarda – próba wygięcia jej kombinerkami nie dała rezultatu, niemej dała się ciąć piłką do metalu (pozostawały ślady piłki). W chwili jej znalezienia wewnątrz niej znajdowała się duża ilość małych, nieregularnych metalowych odłamków.


26. Wygląd rurki (za UFO nr 6 (2/1991)


Podwyższona temperatura "rurki" w stosunku do otoczenia utrzymywała się jeszcze przez dwa dni. Jeden ze świadków próbował podgrzewać ją palnikiem od piecyka gazowego, lecz nie udało uzyskać mu się podobnego efektu. "Rurka" została przekazana zawodowemu oficerowi lotnictwa (który był synem jednego ze świadków) i została zbadana przez specjalistów wojskowych. Po skończonych badaniach przedmiot został zwrócony, jednak na jego temat nie udało dowiedzieć się niczego konkretnego prócz stwierdzenia, że "nie pochodzi z aparatów latających nam znanych". Co potem się stało z "rurką" nie wiadomo. Została prawdopodobnie zagubiona podczas jednej z przeprowadzek, związanych ze zmianą jednostki wojskowej. (Źródło: Bronisław Rzepecki - "Rozmawiałem ze świadkami obserwacji NOLi (4). Fragment NOLa czy... ?" - kwartalnik UFO nr 6 (2/1991), Bronisław Rzepecki - "Bliskie Spotkania z UFO w Polsce" - karat 1995 r., Anton Anfałow, Bronisław Rzepecki - "Ukryta prawda:  Katastrofy NOL" - Czas UFO nr specjalny, zima 1999 r.)



Bliskie Spotkania Drugiego Rodzaju to nie tylko obserwacje dokonane na lądzie. Do CE-2 dochodziło również na morzu, jak i w powietrzu. 


CE-2 NA MORZU ORAZ SPOTKANIE PILOTÓW  Z NOL W POWIETRZU


Morze Bałtyckie - 23.08.1979 r.

Areną wydarzeń było miejsce oddalone niemal o 70 km od najbliższego polskiego brzegu. 23 sierpnia 1979 roku dwa duże kutry HEL-127 i HEL-125 należące do rodziny państwa S. wychodzą jak zwykle razem w morze. Na swym pokładzie mają komplet nowoczesnych urządzeń nawigacyjnych i łącznościowych, a także radar i sprzęt telewizyjny. Tego dnia kuter HEL-127 musiał dodatkowo zaopatrzyć się w Gdańsku w paliwo i ok. godz. 15 dotarł samotnie na łowisko, znajdujące się ok. 40 mil morskich od Helu. Stwierdziwszy, że nie ma tam ryb ok. godz. 18 nawiązali łączność z drugim kutrem, który łowił już ryby i popłynęli we wskazane miejsce, kierując się na północ na otwarte morze. Około godz. 19:30 zauważono, że radar, który był sprawdzany przed rejsem i działał bez zarzutów, ma zakłócenia, nie daje właściwego obrazu i nakazano jego wyłączenie. Również odbiór programu w tv był mocno zakłócony. Po godz. 21:15 włączono radar, który nadal nie działał. Odbiornik tv również zachowywał się tak, jakby dostawał prąd o zmienionym natężeniu. Zakłócenia trwały dłuższy czas. Gdy zaczął zapadać zmierzch ok. godz. 21 na horyzoncie zaczęły pojawiać się światła pozycyjne innych jednostek, w tym dwóch rosyjskich oraz kutra HEL-125. Nawiązano łączność pomiędzy kutrami i HEL-127 zaczął powoli zbliżać się w jego kierunku, będąc już daleko poza naszymi wodami terytorialnymi.  W tym czasie na stopniowo ciemniejącym niebie L.S. dostrzegł po prawej stronie burty dwa jasnoczerwone światła, tkwiące nad horyzontem w odległości ok. 400-500 m, które wziął za helikoptery.   Załoga jednak dziwiła się czemu nie słychać warkotu silników. Nagle światła ruszyły z miejsca i zaczęły szybko się oddalać nie zmieniając między sobą odległości. Światła leciały bezgłośnie w kierunku, gdzie przed kutrem w odległości ok 500 m, tuż nad wodą pojawiło się pulsujące rytmicznie ze zmienną częstotliwością inne, znacznie większe czerwone światło o kształcie kuli. Po ok. 3 min. dwa czerwone światła znikały za horyzontem, a załoga zauważyła jak w pewnej chwili oderwało się od nich białe, silne światło, które opadając powoli w dół, zatrzymało się na moment na wysokości pulsującego, czerwonego światła i zniknęło. Wtedy pulsujące kula zaczęła błyskać jaskrawym, rażącym światłem o zmiennej częstotliwości i w różnym rytmie. Załoga postanowiła przyjrzeć się tajemniczemu światłu z boku i wykonano manewr 10 stopni na lewo. Światło zrobiło ten sam manewr sytuując sie na ich kursie. Po kolejnej zmianie kursu, obiekt zachował się tak samo. Przebywająca na pokładzie kutra załoga zaczęła się denerwować, a trzeci zwrot kutra spotkał się znów z taką samą reakcją obiektu i kula znów znajdowała się na wprost nich. Załoganci zaistniałą sytuacją poczuli uczucie strachu, bóle głowy i w klatce piersiowej, trudności z oddychaniem i nudności. Jednocześnie wysiadły wszystkie przyrządy pokładowe - radar, odbiornik TV, radio, kompasy. Załoga kutra HEL-125 obserwowała zaskakujące manewry kutra HEL-127 oraz "silnie czerwieniejącą powierzchnię morza" przed kutrem HEL-127  i "światło w formie ognistej kopuły jakby wychodzącej z morza". Kula nadal trzymała się kutra. Patrząc w kierunku światła emitowanego przez nią, L.S. odczuł objawy paraliżu, które w pewnym momencie  przejawiały się kilkusekundową utratą wzroku. Odczuwał także wokół siebie  rytmiczne drgania powietrza. Następnie kutry obrały kurs na Hel. Kula przesunęła się na prawą burtę i jeszcze przez blisko 20 min. towarzyszyła kutrowi, po czym stopniowo zaczęła zostawać z tyłu, aż w końcu zniknęła. L.S. jednocześnie odczuł stopniowe odzyskiwanie ostrości wzroku oraz ustępowanie paraliżu i bólu. Wyczerpani doznanymi przeżyciami rybacy dotarli do portu w Helu ok. godz. 4:00 i o całej sprawie zameldowali kapitanowi portu. Wkrótce pojawiły się specjalne ekipy - specjaliści z garnizonu Marynarki Wojennej na Helu, którzy szukały śladów napromieniowania, ale wyniki okazały się negatywne. Sprawdzono również urządzenia nawigacyjne oraz aparaturę radiową i radarową, lecz te działały bez zarzutu. Załoganci poddali się badaniom lekarskim w Szpitalu Marynarki Wojennej, gdzie stwierdzono, że wszyscy członkowie załogi popadli w ostry stan lękowy, w niektórych przypadkach graniczący z szokiem i zaaplikowano im środki uspokajające i zalecono długi odpoczynek.  Na innych jednostkach znajdujących się niedaleko miejsca obserwacji również notowano o tajemniczym zjawisku: marynarze z jednostki nadzorczej widzieli dwa lecące na niebie światełka. Na kutrze HEL-100 po godz. 20 również wystąpiły silne zakłócenia w odbiorze programu tv, natomiast z kutra HEL-125 widziano jak dwa rosyjskie kutry szybko oddalały się z miejsca obserwacji "jakby ktoś je gonił".  Wyniki prac specjalistów z Marynarki Wojennej na Helu nigdy nie zostały w całości udostępnione opinii publicznej. (Źródło: Artykuły prasowe z 1979 r./Kronika UFO 1979 (Krzysztof Piechota 1980 r.), Lucjan Znicz - "Nieznane Obiekty Latające tom 3" - KAW 1988 r., Krzysztof Piechota - "Incydent na Morzu Bałtyckim" - kwartalnik UFO nr 12 (4/1992), Krzysztof Piechota, Bronisław Rzepecki - "UFO nad Polską" - Agencja Nolpress 1996 r., Robert Leśniakiewicz - "UFO nad granicą" - Czas UFO nr specjalny, jesień 2000)

Mierzęcice - 1980 r.

W 1980 roku piloci pułku myśliwskiego długo oczekiwali na pojawienie się trudnych warunków meteorologicznych, w których mogliby przedłużyć uprawnienia do lotów przy minimum pogodowym. Te nadeszły wiosną. Na zadanie lotów po trasie i przechwycenia w łańcuszku radiolokacyjnym wystartowało siedmiu pilotów samolotów Mig-21.  Trasa lotu była "stara, znana i oblatana: Mierzęcice - Książ Wielki - Wieluń - Mierzęcice". Piloci lecący jeden za drugim w pewniej chwili zauważyli obiekt wielkości trzech samolotów, w kształcie "spodka -kopuły- półkuli", pulsującej zmiennym światłem. Podstawa obiektu odróżniała się od reszty jasną niebieską poświatą, natomiast półkula pojazdu świeciła różowo-pomarańczowym światłem. Obiekt podleciał do pilotów na odległość 200-250 m i lecąc obok samolotów wykonywał ostre i gwałtowne manewry wykraczające poza znane prawe fizyki. NOL zmieniał gwałtownie kierunki lotu w pionie i w poziomie, i przez jakiś odcinek lotu towarzyszył każdemu pilotowi. Kierownik lotów słuchał przez radio głosów pilotów, po których tonie i wypowiedziach wczuwał się w to, co dzieje się w powietrzu. W pewnej chwili głosy pilotów ucichły, co zaniepokoiło kierownika lotów. Byli tak wystraszeni, że nikt nic nie meldował, a pragnieniem każdego było, by lot się wreszcie zakończył i mogli bezpiecznie znaleźć się na ziemi. W chwili gdy obiekt zaczął towarzyszyć pilotowi P.S., pilot odczuł w tym momencie nierównomierną prace silnika. O czym wystraszonym głosem zameldował przerywając ciszę w eterze. Inny pilot P.W. w momencie, gdy miał obiekt przed sobą w odległości ok. 800 m, wykonał kilka zdjęć z fotokarabinu (obiekt Był widoczny jako czarno-biały punkt. Błonę fotograficzną wraz z meldunkami wysłano do Korpusu i sprawa przycichła). Wszyscy piloci odczuwali strach i w chwilach gdy NOL podchodził bliżej, odchylali się od lotu prostoliniowego, byle dalej od dziwnego obiektu i skracali lot, by jak najszybciej dotrzeć do  lotniska. Podczas lądowania zestresowani dopiero co przeżytą przygodą, sześciu doświadczonych pilotów  zerwało opony przy ostrym hamowaniu. Obiekt obserwowany był również przez stację radiolokacyjną.  (Źródło: Ryszard Grundman, Bronisław Rzepecki - "Polscy piloci i UFO" - Czas UFO nr specjalny, wiosna 1999)


Łęczyca - Powidz - Witkowo - Jesień 1983 r.

Zdarzenie miało miejsce wieczorem jesienią 1983 roku. W okolicy Łęczycy został dostrzeżony obiekt w kształcie cygara, który poruszał się z dużą prędkością, na niewielkiej wysokości i leciał w kierunku Poznania. W pościg za NOLem wysłano dwa śmigłowce, jednak mimo rozwinięcia przez ich maksymalnej prędkości, nie udało im się zbliżyć na odległość mniejszą niż 30 km. Obiekt nadleciał nad jednostkę lotniczą w Powidzu, gdzie obserwowany był przez minimum kilkunastu-kilkudziesięciu świadków - kadrę oficerską i żołnierzy, którzy zostali poinformowani o nadlatującym obiekcie z Łęczycy. Obiekt prawdopodobnie został ostrzelany przez wartownika i przeleciał idealnie wzdłuż pasa startowego lotniska na bardzo małej wysokości. W momencie, gdy obiekt nadleciał nad jednostkę wyłączyły się wszystkie światła, urządzenia elektryczne oraz przerwana została również łączność. Po jego przelocie wróciło wszystko do normy. Obiekt skierował się na zachód do miejscowości Witkowo położonej 10 km dalej. Na miejscowym osiedlu zamieszkałym przez żołnierzy zawodowych z rodzinami, obiekt wylądował na znajdującej   się tam sztucznie usypanej górce i pozostawił na ziemi ślady (niestety nie wiadomo jakie to były ślady oraz jak długo przebywał tam NOL, jego zachowanie etc.). Po pewnym czasie obiekt wystartował kierując się w stronę Poznania. W międzyczasie ścigające obiekt śmigłowce wylądowały w Powidzu na lotnisku. Natomiast w pościg za obiektem został wysłany myśliwiec SU-20, lecz jego załoga wkrótce straciła obiekt z oczu. Następnie (nie wiadomo po jakim dokładnie czasie) do Powidza i Witkowa przybyła specjalna ekipa wojskowa z Poznania, która dokonała szczegółowych przesłuchań  wszystkich świadków  oraz badając ślady pozostawione przez obiekt podczas lądowania w Witkowie. Niestety wynik tego szczegółowego dochodzenia nie jest znany. (Źródło: Bronisław Rzepecki - "UFO: armia (nie) mówi" - Nieznany Świat nr 6/1992, Bronisław Rzepecki - "Bliskie Spotkania z UFO w Polsce" - Karat 1995 r., Ryszard Grundman, Bronisław Rzepecki - "Polscy piloci i UFO" - Czas UFO nr specjalny, wiosna 1999 r.)

- - - - - - - - - - -

I to już wszystkie przypadki, które chciałem Czytelnikom zaprezentować. Niniejsze  opracowanie proszę jednak nie traktować jako kompleksowe zestawienie wszystkich CE-2 jakie miały miejsce na terenie naszego kraju, ponieważ skupiłem się tylko na wybranych przypadkach ukazujących różnorodny charakter tej kategorii spotkań, których zebrało się aż blisko 40 zdarzeń, w tym te "najważniejsze" CE-2 dla rodzimej ufologii, co stanowi (chyba?) 50-75 % wszystkich tego typu obserwacji w Polsce. Korzystając z okazji zwracam się z prośba do Czytelników oraz kolegów-badaczy, którzy mają "namiary" (nazwę artykułu, nr czasopisma, linki etc.) na inne obserwacje CE-2, o przesłanie takiej informacji na mój adres mailowy (msufoarch@interia.pl), co w przyszłości pozwoli na zebranie i opracowanie pełnego zestawienia Bliskich Spotkań Drugiego Rodzaju z terenu Polski - dziękuję!

Wrocław, lipiec-sierpień 2016 r.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -





Ślady znalezione w lesie w miejscu nad, którym zauważono kulę światła. Ślady wyglądają na odciśnięte, pomimo iż od ich odnalezienia do przyjazdu badaczy minęło miesiąc, ''rowki'' pierścieni nie porasta żadna roślinność. Próbki gleby z jednego z kręgów wykazały znaczną dehydratację, odwodnienia ziemi, torf-piasek. Zdjęcia autorstwa Irek Krokowski, oraz Pani A. (C)



2 komentarze:

  1. Dziękuję Marcinowi Stachurskiemu, za zebrane , różne przypadki C-II z terenu Polski!

    PS. Panie Arku, to C-II z woj. Dolnośląskiego jest z 2017r. ?
    Na dole art. jest inna data?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak z Dolnośląskiego z 2017 roku, będzie o tym pisał Damian Trela, ja jedynie wspomniałem na wstępie, oraz dodałem kilka zdjęć, na końcu. Ta data to napisane artykuły przez Marcina

      Usuń

Napisz komentarz: