wtorek, 25 sierpnia 2026

UFO, DEMONY, Fizyka cz. III

Poniższy tekst jest głosem jednego z moich Czytelników, który od ponad trzydziestu lat zajmuje się obserwacją i analizą szeroko rozumianego zjawiska NOL. Przesłał mi swoje przemyślenia, które  choć momentami kontrowersyjne i dalekie od jednoznacznych odpowiedzi  wydały mi się na tyle interesujące, że postanowiłem podzielić się nimi z Państwem.


Prowadząc swoje ponad trzydziestoletnie dywagacje na temat nieznanego, w szczególności zjawiska NOL, cały czas utwierdzam się w przekonaniu, iż wspomniane zjawisko ma różne oblicza. Różne dlatego, iż samo w sobie manifestuje się w różny sposób. Być może istota tego zjawiska pozostaje stała, lecz ludzka percepcja odmiennie definiuje jego charakter. Trzydzieści  lat z hakiem to kawał czasu. Lecz niezmiennie twierdzę, że mamy do czynienia z konglomeratem, mixem różnych stanów emanacji energii i inteligencji,  na pewno nieprzypadkowych i celowo konstruowanych na potrzeby relacji człowiek – nie człowiek.

Słuchając wypowiedzi egzorcystów, jest nim na przykład Chad Ripperger, odnosimy wrażenie, iż dookoła nas, w przestrzeniach dla nas  niewidzialnych i nierozpoznanych, unoszą się tony demonów i dzinów czychających na człowieka. Generalnie, wszyscy trafimy do piekła.  Dla innych, nad głowami latają spodki z innych planet, które według Roberta Bernatowicza są sterowane przez naszych „kosmicznych braci”.  Richard Doty opisuje relacje z istotami z głębin kosmosu oraz ukazuje ich technologiczne zaawansowanie, chociaż nie wtedy gdy notorycznie rozbijają swoje pojazdy o ziemię. Co więcej, można je zestrzelić i wykorzystać do naszych potrzeb poprzez inżynierię wsteczną. Cóż za prymitywizm.

Cała ta kosmiczna sałatka trwa od lat, skutecznie odpychając przeciętnego człowieka od głębszego zastanowienia się nad jej składem. Dla jednego mamy do czynienia z wierutną bzdurą, dla innych są to ufoki, ale co nam tam do tego. Przecież mamy kredyt do spłacenia, trzeba iść do pracy i regularnie wyprowadzać psa. Blania Bolnar wykonał ciężką pracę w opisaniu zdarzenia w Emilcinie, a sposób jego działania  można wykorzystać jako modelowy przykład prowadzenia  śledztwa. I co ? I nic.  Mamy za to kolejnych opluwaczy Emilcina, chcących zarobić kasę wiele lat po doświadczeniu Wolskiego.

Kiedy zaginęło kilka krówek, potem kilkadziesiąt, potem kolejne sto, a na polach odnaleziono krowią padlinę bez krwi,  temat okaleczania zwierząt również stał się chwilowy i okazjonalny.  Ostatnie doniesienia z rancza Skinwalkera są wyjątkowo sensacyjne – coś jest pod ziemią, co potwierdza Brandon Fugal, właściciel tego terenu.   Wykorzystano zaawansowane urządzenia pomiarowe, wykonano kilkanaście poważnych eksperymentów. I co? I nic. Będziemy kopać? Na razie nie….dlaczego? A może to komuś nie pasuje?

Powyższy obraz w ogólnych zarysach pokazuje, jak nie na rękę jest eksponowanie tego tematu na szerszą skalę. Pomimo setek tysięcy obserwacji, filmów i zdjęć, zeznań świadków pod przysięgą, opowieści obserwatorów  w programach radiowych i telewizyjnych, nic nie zmienia się od dziesiątków lat.  Temat jest bowiem dalej niewiarygodny  i niestety czasem niebezpieczny, tak samo jak reinkarnacja lub pojawienie się Antychrysta. Owszem są książki na ten temat, ale czy zmieniają cokolwiek?  Czy opowieść małego, a aktualnie dużego Marcinka coś zmieni. Nie.

Zjawisko NOLi zazębia się z tematami pokrewnymi, w dużej mierze z religią, co można dostrzec w opisie wydarzeń w Medjugorie. Dla wielu osób zjawisko UFO czy UAP jak dzisiaj mawia się o tych sprawach,  miało wydżwięk  negatywny. Mowa o ludziach  bezpośrednio mających styczność z pojawianiem się nieznanych bytów i energii. Dla wielu z tych osób, ich przeżycia są wyłącznie negatywne, a działania nieznanych sił i bytów były prześladowcze i niekceptowalne z punktu widzenia istoty ludzkiej. Dotyczy to UAP, UFO, duchów i innych stanów, gdzie człowiek staje się ewidentną ofiarą dziwnej sytuacji, w której się znalazł.

Skala różnorodności zjawisk nieznanych jest znaczna. Ich wymieszanie jeszcze szersze, a oddziaływanie generalnie negatywne. Nie ma mowy o kosmicznych braciach, jedynie o obserwatorach lub nadzorcach. Czy więc dlatego są to demony, diabły?  Gdybyśmy nazwali te byty Brzydkimi Krasnalami, czy fakt zmiany nazwy zmienia cokolwiek?  Cytując ewangelię Mateusza, gdzie Jezus ostrzega przed fałszywymi prorokami i efektem ich  działania, nawiązując do owoców które wydają, mamy do czynienia z istotami niekoniecznie nam przyjaznymi. Oczywiście jest to tylko przykład i uogólnienie.

Osobiście jest mi znany przypadek człowieka mającego coś, co nazywam „kosmiczną skazą”. Człowiek ten przez lata posiadał znamię na skórze na  nodze w postaci  wizerunki latającego spodka. Twierdził, iż za młodu zbierając grzyby zobaczył dziwną istotę w lesie, po czym stracił przytomność.  W jego życiu wydarzyło się wiele innych dziwnych sytuacji, wraz z wystąpieniem pewnych elementów prekognicji.  Jakiś czas temu znamię znikło a pojawiły się problemy zdrowotne. Po jakimś roku pojawił się podobny symbol na skórze, a zdrowie dla odmiany uległo poprawie. Historia ta, choć podana skrótowo pokazuje tylko ułamek nieznanego, oraz chaos, wymieszanie różnych aspektów nieznanego w odniesieniu do ich wpływu na człowieka.

Od lat zakładam, iż istnieją różne poziomy energetyczne, różne formy istnienia inteligencji, począwszy od materialnej związanej z życiem   fizycznym, a kończywszy na bytach duchowych, przenikających różne wymiary, jeśli owe rzeczywiście istnieją.    I niekoniecznie muszą się uzupełniać, przenikać czy z sobą współpracować. To znaczy, iż dość zaawansowana cywilizacja może podróżować zaginając przestrzeń ale z względu na poziom rozwoju, nie potrafi jeszcze przenikać innych wymiarów. Zakładanie,  iż obce nam,  rozwinięte  formy życia są jednakowe, jest zasadniczo błędne. Forma latającego spodka wydaje się być dobrze dostosowana do dalekich podróży ale czy aby na pewno? Czy demony podróżują latającymi talerzami?  Wątpię.

Zakładam, iż nieznane jest równie zróżnicowane jak to,  co jest nam znane. Lub jest podobne. Zdarzenie w Witkowicach, jeśli prawdziwe, pokazuje iż formy istnienia bytów w innych przestrzeniach, światach równoległych mogą być podobne do naszego.  Goście którzy pojawili się w kuchni świadka zdarzenia byli….ludżmi ale o wysokości około 70 cm. Mieli ubrania, włosy, ludzkie rysy twarzy i zachowanie. Czego to dowodzi? Tylko tego, że nie zawsze muszą to biorobotyczne szaraki, ale i także istoty żywe na nasz „obraz i podobieństwo”.

Nie spodziewajmy się jednoznacznych odpowiedzi. Na razie póki co  ich nie będzie. Poziom rozwoju cywilizacji ludzkiej jest prymitywny nawet w oczach jej samej. Nie rozumiemy samych siebie, a chcemy klasyfikować nieznane nam zjawiska. Dzisiejsza fizyka opisuje dość znaczny zbiór zjawisk, ale nie jest w stanie stworzyć jednolitej teorii pola. Wiele zjawisk opisywanych jest z użyciem wymyślonych współczynników w równaniach, aby poprawić opis zjawiska. Jeszcze nie czas na teorię wszystkiego. Jeśli nie skupimy się na rozwoju duchowym i relacjach międzyludzkich, przepadniemy.  Być może wtedy z czeluści leśnych wyjdą krasnale, a utopce przestaną straszyć nad leśną sadzawką. Temat istot z puszcz i leśnych knieji jest wybitnie interesujący; nie mam powodu by odrzucać go a priori, ponieważ mój bliski krewny przeżył zdarzenie z tym związane. To kolejny zbiór istot i ludków  objawiających się w sposób pomijający fizykę nawet w jej relatywistycznej postaci.

Starajmy się być otwarci na te zjawiska, być może niedługo będzie nam dane być świadkiem któregoś z nich. Nie zakładajmy, iż wszystko co nieznane jest do końca określone. Być może całość naszego otoczenia jest o wiele bardziej złożona.     Nie oczekujmy prawdziwego „disclosure” ponieważ obaliło by to fundamenty olbrzymich fortun i wpływów finansowych z handlu wysokoemisyjną energią z ropy, węgla i gazu.   Pieniądze rotujące w obszarze energetycznym są wręcz niewyobrażalne. Steven Greer którego uważam za dość wiarygodnego badacza, wspominał swego czasu o informacji która pochodziła od pewnego świadka mającego styczność z technologią UAP. Po części podobna informacja była podana przez Boba Lazara – barwną i do końca nie rozpoznaną postać ufologicznego światka. Oboje mówią o urządzeniach wielkości pudełka do butów, generującego  energię na poziomie kilkudziesięciu kilowatów, bez widocznego źródła zasilania. Tego typu urządzenia doprowadziły by do załamania wielkich koncernów paliwowych, energetycznych. Nie, to wszystko nie jest więc takie proste; ruch disclosure stąpa po niepewnym gruncie.

Podsumowując, wiara w odtajnienie UFO wydaje się wiarą złudną. Wielcy tego świata nie pozwolą na oczekiwane zmiany, a same byty i inteligencje też nie są zainteresowane takim podejściem do ludzkości.  Mam głębokie poczucie, iż przez długi czas jeszcze nie czeka nas żadne rzeczywiste odtajnienie. A może się mylę, czego bym oczekiwał.

Piotr Pella ( Peła )


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz komentarz: