piątek, 21 kwietnia 2017

Spotkania z folklorem - gnomy w Wollaton Park i niebieski człowiek z Studham Common

Dzięki artykułom Magonia po Polsku, podjąłem temat, który w branży nieznanego jest niezbyt chętnie ‘’eksponowany’’, a który wskazuje, iż opisy dawnego folkloru, ściśle korelują z wieloma zachowaniami istot związanych z UFO. Być może w przyszłości ukaże się moja druga książka nad którą pracuję, a która porusza aspekty dawnego folkloru z wszelkimi konotacjami, które możemy dostrzec w zjawisku UFO, które niczym ekshibicjonista ubiera różne maski, zaciemniając tajemnicę kto właściwie za tym stoi.  W niniejszym artykule chciałbym opisać dwie historie, związane z ''magicznymi postaciami'' z terenu Anglii. 





Czytelnicy zgłębiając historie, które poruszałem w artykułach Magonia po Polsku, mogli dostrzec pewną regułę, w której    adresatami spotkań z magicznymi postaciami, są głównie dzieci, lub pojedyncze osoby. Mało kiedy w zdarzeniu brało udział więcej niż jedna osoba. Trochę przypomina to CE III, w których  świadkami są również pojedyncze osoby.  Znane są dwa zdarzenia, które ocierają się o dawny folklor, w których świadkami było kilka osób obserwujących równocześnie małych ludzi. Oba przypadki pochodzą z terenu Anglii, które chciałbym pokrótce opisać. Na  terenie Wollaton Park, Nottingham, grupa sześciu dzieci w wieku ośmiu do dziesięciu lat Angela Elliott i brat Glen, Andrew Pearce i jego siostra Rosie Patrick Olive i Julie (nazwisko nieznane), wracała z parku do domu pod koniec września 1979 roku, dochodziła godzina 19:30,   zapadał zmrok. Kiedy dzieci  znajdowały się w okolicach   bramy parku,  usłyszały dźwięki  podobne do dzwonków dobiegające  z terenu  bagnistego odgrodzonego od pozostałych alejek. Po chwili zaczęły wyłaniać się niezwykłe istoty, które przypominały bajkowe  gnomy lub skrzaty.  Według relacji dzieci, mali ludzie w liczbie około 60 sztuk, posiadały zielonkawe pomarszczone twarze z białymi długimi brodami, czerwonymi czapeczkami z pomponem oraz niebieskimi tunikami i żółtymi rajtuzami.  Ich wysokość dochodziła do około połowy wysokości dzieci w wieku 8 lat, czyli około 50 cm.   Gnomy poruszały się bardzo dziwnymi samochodami, w których goniły dzieci po parku, śmiały się w dość groteskowy sposób, ale nie były wobec nich agresywne.



Brama wejściowa do parku: Zdj. Google Map

Prawdopodobne miejsce obserwacji istot zaznaczone białym okręgiem, i czerwonym bramę wejściową: Zdj. Google Map 



Najbardziej prawdopodobne miejsce zdarzenia: zdj. Google Map. 


Samochody w barwie biało czerwonej zachowywały się bardzo nietypowo, potrafiły przeskoczyć przeszkody, nie wydawały żadnych dźwięków i nie pozostawiały śladów w błocie. Zamiast kierownicy posiadały jakieś ruchome uchwyty.  Według relacji było około 30 samochodów, a w każdym po dwóch gnomów.  Dzieci zauważyły, w  samochodach  jakieś źródło światła, które  poruszały się po parku bardzo szybko około 40-50 km/h. Niezwykła wręcz nierealistyczna scena trwała około 15 minut, po czym dzieci postanowiły wrócić do domu, a istoty znikły w krzakach. Na drugi dzień w tym miejscu nie znaleziono, żadnych śladów w błocie, chociaż było tam około 60 gnomów. Po powrocie do domów, opowiedziały swoją przygodę rodzicom, ale ci nie dali  wiary. Na drugi dzień dzieci  opowiedziały swoją historię dyrektorowi w szkole, który  postanowił, każde z nich  osobno przepytać, i nagrać ich wypowiedzi na magnetofon, dzięki temu mamy do dziś niepowtarzalny unikalny materiał. Relacje dzieci zdaniem dyrektora były spójne i wzajemnie się pokrywały. Pomimo, że nie wskazywały na kłamstwo, dyrektor pozostał sceptyczny.  Transkrypcję tego nagrania można przeczytać w najnowszym numerze biuletynu Fairy Investigation Society Newsletter  5 - 2017, który m.in. jest poświęcony w znacznej części zdarzeniu w Wollant Park. 


Rysunki świadków oraz dyrektor Aldridge w czasie rozmowy z dziećmi Patrick, Angela, Andrew i Rosie.

Zdarzenia  idealnie wpisują się w dawny folklor, w którym mowa o magicznych małych postaciach i innych kreaturach, których najogólniej celtycki folklor nazywa fairies.  Czy tego typu historie należy badać, i zajmować się nimi poważnie ? Uważam, że tak i nie jestem w tym osamotniony, już w XVII wieku wielebny ks. Robert Kirk  irlandzki uczony i folklorysta( 1644-1692), zbierał i analizował spotkania z fairies, które opisał w   manuskrypcie ‘’Tajna federacja elfów, Faunów i Wróżek’’ , pracę tą opublikował prawie 100 lat później Walter Scott w 1815 roku.  Zdaniem Kirka, fairies szczególnie uaktywniały się o zmroku, są zrobione niczym duchy ze skondensowanej chmury, które najlepiej widać w półmroku. Sam Kirk jak głosi legenda miał zostać ukarany przez fairies, za opublikowanie tajemnic na ich temat w manuskrypcie, i został ‘’wzięty’’ razem z duszą przez wróżki. W rzeczywistości Kirk został znaleziony martwy na wzgórzu wróżek, które bardzo często odwiedzał.  Podobnego zdania był badacz i etnograf pochodzący z USA, Edward Ewan Wentz,  który w 1911 roku wydał książkę ‘’The Fairy-Faith in Celtic Countries’’ w której zawarł opisy na temat nadprzyrodzonych istot.  Generalnie w większości dziwne małe szkaradne postacie widzą dzieci, tak było w przypadku kolejnej obserwacji w Wollaton Park, Nottingam,  30 październik 1979 r. Podczas pobytu w parku, 12 letnia dziewczyna ujrzała 6 brodatych skrzatów, nadjeżdżających z okolicy zamku (Wollaton Castle) małymi samochodami. Świadek uciekła w pośpiechu z parku. Marjorie Johnson w książce Seeing Fairies podała opis obserwacji gnomów z 1900 roku z Wollaton Park, kiedy zauważono ich w okolicy bramy ubranych podobnie jak policjanci. Inne historie miały opisywać gnomy tańczące w kręgu opodal jeziora w parku, które otrzymała  badaczka folkloru z fairies  Janet Bord, która opisała w swojej książce  ''Fairies: Real Encounters with Little People''

‘’Ponad sześć lat przed fairies z Wollaton, korespondowałam z Marina Fry z  Cornwall, która napisała do mnie podając szczegóły  obserwacji fairies gdy miała prawie cztery lata, około 1940 roku.  Pewnej nocy śpiące z nią starsze siostry w jednej sypialni, obudziły się, usłyszały dobiegający z ulicy hałas ( jedna siostra powiedziała ‘’muzyki i dzwony). Spoglądając  przez okno zauważyły niewielkiego mężczyznę w małym niebieskim samochodzie jadącym w kręgu. Miał około 18 cali wzrostu, białą brodę i niebieski ‘’stożek’’ … po chwili zniknął. ‘’[1]

Zdarzeniami z Wollaton Park od nowa zainteresował się historyk  Dr Simon Youn, wydawca biuletynu i portalu Fairy Investigation Society. Young, chce ponownie dotrzeć do żyjących jeszcze świadków i dokładniej poznać zdarzenie z 1979 roku, tym bardziej, że do dziś, pozostaje nieznane miejsce zdarzenia.  Tereny podmokłe  występują w parku jedynie w dwóch miejscach. Pozostając w Anglii chciałbym Czytelników zapoznać z kolejnym zdarzeniem w klimacie dawnego folkloru, który także jest związany z grupą dzieci i nauczycielem szkoły, który podobnie jak w przypadku Wollaton Park, zainteresował się tajemniczą historią i utrwalił relacje świadków.



Niezwykła anomalia - obiekt wzrokowo niewidoczny wykonany w 1965 w Wollaton Park, analiza Kodaka wykluczyła błędy lub mistyfikację. 


Niebieski mężczyzna w  Studham Common

Jeśli będziecie Państwo w miejscowości Studham Common w Anglii, musicie koniecznie odwiedzić miejscową szkołę podstawową, która w swojej bibliotece posiada wprost magiczny opis pewnej historii, która przytrafiła się uczniom w 1967 roku. Zdarzenie  zostało spisane na miejscu przez angielskiego badacza Bryana Widera, który opisał ów historię dla The Flying Saucer Review. 28 stycznia 1967 przy dość kiepskiej typowej Angielskiej pogodzie, siedmioro chłopców w wieku 10 lat, bawiło się na drodze opodal szkoły.  Było wczesne popołudnie, około godziny 13:45,  chłopcy dostrzegli nagły błysk  jakby pioruna.

‘’ Alex Butler dziesięciolatek spojrzał na południe ponad zadrzewioną dolinę, dostrzegając na otwartej przestrzeni ‘’małego niebieskiego mężczyznę z wysokim kapeluszem i brodą’’. Alex zawołał swoich kolegów i pobiegli w kierunku postaci. Byli w odległości około dwudziestu jardów kiedy mężczyzna ‘’znikł w puchu dymu’’. Naturalnie chłopcy byli bardzo zaskoczeni ale nic w postawie dziwnej postaci nie wzbudziło lęku, ani też nie sugerowało groźby, zatem szukali  ‘’ małego niebieskiego mężczyzny’’ i zobaczyli go ponownie po przeciwnej stronie krzaków gdzie stał on po raz pierwszy. Podeszli do niego. Zniknął jeszcze raz, pojawiając się ponownie na dnie zadrzewionej doliny. Tym razem usłyszeli głos w pobliskich krzakach i stali się nieznacznie przestraszeni. Głosy przypominały im ‘’obco brzmiącą paplaninę’’. W końcu dostrzegli mężczyznę po raz czwarty zanim zostali wezwani do szkoły przez dzwonek. Ich nauczycielka pani Newcomb, natychmiast rozdzieliła ich i sprawiła, że każdy z siedmiu chłopców opisał jego własne doświadczenia własnymi słowami. Chłopcy oszacowali małego mężczyznę na trzy stopy wzrostu (poprzez porównanie samych z sobą) z dwoma dodatkowymi stopami wyliczonymi dla kapelusza czy hełmu najlepiej opisanego jako wysoki pozbawiony ronda  melonik, tzn., z zaokrąglonym szczytem. Niebieski kolor zmienił się na przyćmioną szarawo-niebieską poświatę mającą tendencję do zaciemniania zarysów i szczegółów. Jednakże mogli oni dostrzec linię, która była albo nad grzywką włosów albo niższą krawędzią kapelusza, dwa okrągłe oczy, mały pozornie płaski trójkąt zamiast nosa, oraz jednoczęściowy strój rozciągający się na dół, do obszernego szarego pasa niosącego na przedzie  czarne pudełko  mające mniej więcej sześć cali kwadratowych. Ręce wydawały się być krótkie i były trzymane prosto w na dół blisko boków przez cały czas. Nogi i stopy były niewyraźne’’.[2]  

Alex Butler w czasie wizji w terenie, stoi w miejscu w którym pojawiła się postać. 

Obecne miejsce zdarzenia i rysunek postaci ( Rys. A. Miazga) 

Szkoła i miejsce zdarzenia z Google Map.

Mały człowiek pojawiał się i znikał, odciągając chłopców w głąb doliny, w którym rosły krzewy z  głogiem, często wspominane w folklorze celtyckim, jako miejsca  ulubione przez fairies. W Irlandii drzewa głogu, szczególnie były szanowane, jako siedziby fairies. W XIX wieku w Szkocji zostało napisane opowiadanie przez pewną kobietę, która miała wokół drzewa z głogiem zobaczyć tańczące światła. Wiara ta przetrwała do czasów współczesnych, a drzewa głogu są szczególnie chronione. W 1999 roku prace budowlane zostały przerwane na drodze z Limerick do Galwy, ze względu na drzewo głogu ( bajkowe drzewo). Droga musiała być zmieniona, a prace opóźniły się o 10 lat. W 2009 roku w Tyrone po ścięciu drzewa głogu, doszło do manifestacji zjawy w tym miejscu. Wracając do niebieskiego człowieka nauczycielka była na początku sceptyczna i nie wierzyła w historię dzieci, dopiero po rozdzieleniu i ich przesłuchaniu, zmieniła zdanie.

Czy pojawienie się pioruna nie przypomina  podobnych zdarzeń związanych z objawieniami maryjnymi, tam także niektórzy mieli widzieć błyskawicę lub grom tuż przed pojawieniem się NMP. Analogie w obu przypadkach są wręcz uderzające. Niektórzy badacze mocno przesiąknięci teorię ETH naginali pewne szczegóły związane z wyglądem małego człowieka brodę próbowano zastąpić jako przyrządy do oddychania, a czarne pudełko jako rodzaj nadajnika. Pojawienie się nieznanej istoty wprawiło badaczy w nie małą konsternację, tym bardziej, że nie zauważono, żadnego latającego talerza, a wygląd istoty, odbiegał od typowego kosmity, dlatego zdarzenie to nie zostało wnikliwie w mojej ocenie nagłośnione i zbadane, ponieważ nie pasowało do z góry założonej koncepcji wizyt pozaziemskich. Po zainteresowaniu się kilku ufologów sprawą z Studham Common, sugerowano, że w okolicy obserwacji niebieskiej istoty, odnaleziono dwa okrągłe ślady po  lądowanie UFO, ale ostatecznie nie zostało to potwierdzone.   Podobne historie  występują również w naszym Polskim folklorze, które  są wręcz naszpikowane nie tylko małymi ludźmi, ale także innymi kreaturami o czym pisałem w moich artykułach związanych z Magonią po Polsku. Czy magiczne postacie są  tajemniczymi mieszkańcami egzystującymi równocześnie z nami, tylko w innej domenie rzeczywistości, czy są powiązane z matrycą pół morfogenetycznych, związanych z naszą podświadomością z archetypicznych odmętów. Brak fizycznych śladów ich obecności jak w przypadku Wollaton czy relacji z Pułtuska (1998) w której biegnący gnom, w lesie nie pozostawił żadnych śladów mimo zalegającego śniegu, sugerując inne niż fizyczne wyjaśnienie takich zdarzeń.  Historie ocierające się o folklor, same w sobie budzą wątpliwości ze względu na wręcz nieprawdopodobne  sytuacje, co innego, gdyby powiedzmy, ‘’krasnal’’ wychodził lub wchodził  z jakiegoś obiektu, wówczas, gro entuzjastów ufo, definitywnie powiązałoby taki fakt z kosmitami, w sytuacjach jak z Wollaton Park, pozostajemy  bezradnymi obserwatorami, i nie możemy sklasyfikować podobnych zdarzeń w znanych nam kategoriach, nawet, nie mamy żadnej pewności, czy przypadki tego typu są fizyczne, czy rozgrywające się  na płaszczyźnie metafizycznej, związanej z dawnymi archetypicznymi wzorcami, manifestującymi się w naszej kolektywnej świadomości. Jedno jest pewne dawny folklor  i związane z nim magiczne istoty,  rzadziej, ale nadal pojawiają się w naszej rzeczywistości, bez względu na fizyczny czy duchowy charakter, są pewną tożsamością związaną z  ludzkością.



Jeśli byliście świadkami podobnych zdarzeń, lub znacie inne podobne historie z waszych okolic, bardzo proszę o kontakt, zapewniam dyskrecję i anonimowość. Kontakt arekmiazga@gmail.com





[1] https://johnknifton.com/tag/janet-bord/
[2] Jacques Vallee  Diemensions A Casebook Alien Contact       Wyd. Ballantine Books, Nowy York 1988


16 komentarzy:

  1. Bardzo to wszystko dziwne.Krasnale w rajtuzach i śmiesznych samochodzikach. Można odnieść wrażenie ,że ktoś podłącza się do naszej rzeczywistości (może jakiś haker) i robi sobie jakieś jaja włamując się do programu i instalując swoje boty. Oglądając 1 raz Matrixa pomyślałem , że jest całkiem możliwe iż nasza rzeczywistość jest wirtualna.Warto spojrzeć na to właśnie pod tym kątem.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo wszystko nawet nie dziwne, a wręcz absurdalne, oczywiście teza o wirtualnej rzeczywistości, ostatnio jest chętnie prezentowana przez wielu fizyków, ja również tego nie wykluczam, tylko kto jest tym reżyserem ?

      Usuń
  2. Piszę komentarz ponieważ jestem bardzo poruszony jedną wzmianką. Sam miałem różne doświadczenia w dzieciństwie i w młodości, nawet kiedyś zamierzałem je opisać ale jakoś nie mogę się zebrać (chyba nawet kiedyś do Pana pisałem). Może gdyby ktoś pociągnął mnie za język. Spotkania i przeżycia które miałem nie tylko ja ale również moi rodzice w większości miały miejsce w obrębie starego gospodarstwa w którym się wychowałem. Ale bo mnie tak dziś poruszyło - otóż za domem rosły zdziczałe głogi, które co roku na wiosnę kwitły pięknymi różowymi kwiatkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Pana, jeśli to Panu nie sprawie kłopotu, bardzo proszę o kontakt, chętnie zapoznam się z Pana przeżyciami, podaję meila arekmiazga@gmail.com oczywiście zapewniam pełną anonimowość. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Pozdrawiam Panią od ''ów''.... Droga Pani jak się nie podoba proszę nie czytać, a nie pouczać mnie, to bardzo nieeleganckie zachowanie jak na kobietę, rozumiem, że Pani jest nieomylna w życiu ;))))) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe relacje. To znikanie i pojawianie się istoty w innym miejscu, pasuje także do zagadkowych zdarzeń min. w Czechach:

    http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2015/01/pojawienia-sie-w-rozmaitych-miejscach.html

    Na Słowacji znam przypadek w którym w jednej rodzinie chłopiec i jego wujek widzieli skrzaty. Gdy jego wujek był chłopcem, widział je przy granicy z Polską - i co dziwaczne też w pojazdach - na dwóch miniaturowych traktorach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiek mam historię z małopolski o płanetnikach z 1907 roku, wprost niesamowita. A masz opis tej historii z miniaturowymi traktorami ?

      Usuń
    2. Arek jeśli możesz to prześlij mi ten opis o płanetnikach na priv na facebooku, chętnie przeczytam :) To o tych traktorach jest pod poniższym linkiem, u tej rodziny działy sie i inne dziwne rzeczy:

      http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2012/07/skrzaty-i-inne-zagadkowe-istoty-na.html

      Usuń
  5. A tu opis - jeśli dobrze pamiętam - książki pt. "Granice poznania" Mike Dash: https://zapodaj.net/b715f3d01aacf.jpg.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Tym którzy tego tekstu nie znają, podsyłam jeszcze fragment prawosławnej strony Monasterujkowice.pl : https://zapodaj.net/upload.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, oto poprawny link: https://zapodaj.net/e2b4847cf46d5.jpg.html

    źródło:
    http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=2219

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak znam to za sprawą książki UFO w perspektywie chrześciajńskiej, ciekawy ten motyw iluzorycznej muzyki prawda, oczywiście dawniej dla ludzi wszystko było biesem lub aniołem nie znali nic innego.

      Usuń
  8. Ta muzyka to ciekawa sprawa, prawdopodobnie jej powstawanie ma jakiś związek z telekinezą. Bo inaczej nie dało by się zarejestrować głosu duchów. One jakoś chyba świadomością kreują owe dźwięki. Tu jest na przykład nagrany odgłos ducha manipulującego kluczami - a fizycznie ich pewnie nie miał: http://innemedium.pl/wideo/w-jednej-kamienic-w-czelabinsku-sfilmowano-ducha-mieszkajacego-w-opuszczonym-korytarzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znane są historie, w których duchy wprost do psychiki osóby, wprowadzają nie tylko obraz, ale też dźwięk czy zapach. Podobnie mogą czynić tzw. ''kosmici''.

      Usuń
  9. Co do natury tych istot, to Arek mniejsza o to jak je nazwać czy diabłami, czy zwodnikami czy jakkolwiek inaczej. Po prostu koncentrując się na ich charakterze widać że większość tych skrzacich jest podstępna i trzeba na nie uważać bo w najlepszym przypadku, wprowadzają człowieka w zagubienie swymi irracjonalnymi zachowaniami. Ważne jest też doprowadzenie księży do tego by sie przyznali głośno iż te istoty mają pełne prawo się realnie pojawiać - tak jak to uczciwie mówili ich poprzednicy w zeszłych wiekach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak masz racaję, charakter tych istoty- bytów jest bardzo podstępny, a nawet plugawy. Mam od Piotrka relację z lat 90 z Dęblina jak taki skrzat - mały człowieczek kpił i śmiał sie z człowieka, a najprawdopdoobniej drugi jego kolega zmarł na zawał po tym jak to zobaczył. W obu przypadkach panowi byli deczko wypici, a mały człowieczek utrudniał i mwejśce do budynku a drugim przypadku, do bramki, tam facet zmarł, klnąc na kogoś....dziwna sprawa. Księża maja swoją politykę i niestety są od niej uzależnieni.

      Usuń

Napisz komentarz: