piątek, 23 lutego 2018

Magonia po Polsku – spotkania z niezwykłymi istotami cz. IV

W kolejnym cyklu Magonii po Polsku zapoznamy się z relacjami, które ocierają się o ‘’żywy folklor’’, związany z magicznymi istotami, które swoim wyglądem i zachowaniem żywcem przenoszą nas w wymiar magii, oraz świata ‘’baśni’. Kim one są, żywymi istotami, czy transmogrifikacyjną siłą, która  manifestuje się  ludziom.  





W swoim archiwum posiadam  ponad trzydzieści  relacji, od osób, które bezpośrednio doświadczyły spotkań z  ‘’żywym folklorem’’, lub  które przechowywały rodzinne historie, które niegdyś opisywane były w ludowym folklorze, jako diabły, krasnale,  chochliki,  przenikające do naszego świata stosując różne maski. Większość historyków i badaczy  zajmujących się etnologią lub  antropologią kulturową związaną z istotami dawnego folkloru osadzają tego typu historie  jedynie na   kanwie mitów, nie traktując ich w żaden sposób jako wiarygodnego źródła. Żaden z nich nie przyjrzał się, czy  jakaś ich część  mogła rzeczywiście być faktem.  Dlatego dedykuję im wszystkie moje części Polskiej Magonii do przemyślenia i wyciągnięcia wniosków tym bardziej, że wiele z nich pochodzi z końca XX wieku, a nawet niektóre w XXI. Wcześniejsze trzy części Magonii po Polsku spotkały się z dużym zainteresowaniem Czytelników, dlatego problematyka ta zmotywowała mnie do pogłębienia  wiedzy, a tym samym do napisania książki  ‘’Magiczna rzeczywistość’’, która najprawdopodobniej ukarze się na jesień 2018 roku. W Książce zawarte będą unikatowe i mało znane historie związane z  ‘’żywym folklorem’’ oraz inne aspekty ‘’nieznanego’’ ocierające się o  ufologię,  okultyzm, czy demonologię.  Poniższe historie  są  niewielką ’’próbką’’, tego co znajdzie się w moje przyszłej książce. Wielu Czytelników, może mieć spore wątpliwości, czytając  poniższe  relacje, czy rzeczywiście są wiarygodne.  Każdy niech sam wyrobi sobie osąd na ten temat, który jest bardzo kontrowersyjny, ale obok  którego ciężko przejść obojętnie.

Wołyń Ludwikówka 1939-1945

Poniższą historię wysłał Czytelnik, który dowiedział się od swojej mamy, że jej babcia miała niezwykłe przeżycia związane ze skrzatami/krasnoludkami i ''czarnoksiężnikiem'', które odważyła się jej opowiedzieć, zdarzenie jest żywcem  wyjęte ze świata baśni Braci Gimm. Historia  miała miejsce na terenie Wołynia, w czasie II wojny światowej, a głównym motywem relacji były małe skrzaty grasujące w stodole.

‘’Zdarzenie miało miejsce na terenie gospodarstwa domowego,  a ściślej mówiąc, w stodole. Mama opowiedziała mi, jak jej babcia, będąc młodą kobietą, posiadającą już dzieci, pewnej nocy musiała przenocować właśnie w stodole.  Babcia opisywała: „Wieczorem, kładąc się spać, usłyszałam śmiechy, hihihi, hihihi, hihaa. Dzieci już spały. W rogu tej stodoły stały stare, sznurowane sznurkiem trzewiki, w których była słoma. I to właśnie z nich dochodziły odgłosy śmiechu. Wtedy to zobaczyłam w nich skrzaty, które na przemian wskakiwały i wyskakiwały z trzewików - wyglądało to jakby się zwyczajnie bawiły, bo tylko się cieszyły skacząc do tych trzewików”. Tak powiedziała. I na tym opowieść zakończyła się. Mama nie dowierzała, mówiąc „babciu, co ty mi tu takie rzeczy opowiadasz”, na to ona odpowiadała  „Grażyniu, naprawdę tak było…”

Historia związana z ''czarnoksiężnikiem'' ukaże się w moje książce w rozdziale o ''facetach w czerni''. 


Goblin Miasteczko Śląskie 1942

Historię, którą poniżej opiszę otrzymałem od Czytelnika mojego bloga, a świadkiem zdarzenia był jego ojciec, który wraz z kolegami natknął się w lesie  na dziwną istotę przypominającą klasycznego goblina.


''Mój ojciec jako chłopak z innymi kumplami bawili się w 1942 roku w lesie koło Miasteczka Śląskiego. Jakieś dwa miesiące potem ekipa wróciła znowu na teren szopy. Dokładnie ją pooglądali. Jeden sprawdził dach – był wykonany z drewnianych klepek. Szopa stała jakieś 200 metrów od leśnej drogi. Kiedy stwierdzili iż nic tam nie ma skierowali się idąc przez las do leśnej drogi. A tu sytuacja taka: w odległości może 100, 150 metrów na skraju dróżki stoi istotka może metrowa cała czarna z uszami w szpic. Kiedy chłopcy zauważyli skrzata ( tak określa go mój ojciec ) stwór ruszył się i przeszedł przez drogę patrząc na nich. Po chwili znikł w zaroślach. Ojciec podkreślał: czarny mały skrzat…..I Jak tu nie wierzyć w te sprawy''.


Zielone istoty Zagorzyce lata 60  - te

Relacje związane z zielonymi istotami, generalnie należą do rzadkości, i traktowane są dość problematycznie za sprawą zdarzenia z Emilcina, w którym pojawiły się dwie zielone istoty.  Na Podkarpaciu zetknąłem się trzy razy z historiami w których pojawiły się  zielone istoty. CE-III Będzienica Nockowa 1988 rok,  CE-O Zgłobień 2015 oraz najnowsza historia pochodząca z Zagorzyc k/ Ropczyc z lat 60 - tych XX wieku. Rozmowę z bezpośrednim świadkiem przeprowadziłem 10 grudnia 2017, który opisał kilka historii związanych z dziwnymi zjawiskami z reguły ocierającymi się o dawny folklor ( zjawy, świetliste kule). Interesujące nas zdarzenie miało miejsce na początku lat 60, kiedy to w czasie prac polowych dwóch  braci  w wieku 10-12 lat zauważyło wychodzące z pobliskich krzaków małe zielonkawe istoty.

‘’podobne to było do człowieka, trudno skojarzyć jako dziecko miałem wtedy 10 lat. To było w kierunku Broniszowa, ale nim zawołaliśmy mamę, żeby to zobaczyła to istoty znikły w krzakach. To było z 10-15 metrów od nas, zaczęliśmy iść do tego, a to się wycofało w krzaki, to my się wystraszyliśmy i uciekli do mamy. Postacie miały około 120 cm wysokości, były całe zielone, szybko się poruszały, były ich dwie. Kiedy skryły się w krzakach zaczęliśmy rzucać w ich kierunku bryłami ziemi’’.


Miejsce w którym zauważono ''zielone postacie'' 

Mój informator podał, że pobliska okolica była wtedy  bagnista i przebiegała niewielka rzeczka, aktualnie porasta tam niewielki lasek. Zdaniem świadka mimo, że pamięć zatarła wiele szczegółów stwierdził, ze postacie nie miały zauważalnych rysów twarzy jak oczu, nosa, poruszały się bardzo szybko i kryły w zaroślach. Kiedy pobiegli po mamę i ponownie przyszli w to miejsce po istotach nie było śladu. 



‘’Diabeł ‘’na polnej drodze Małki 1975

Diabły i inny chochliki miały być niegdyś często widywane przez naszych przodków, którzy przypisywali im często ''demoniczne'' moce. W połowie lat 70 XX wieku kilka osób, wracających drogą  do domu zauważyło coś co ochrzcili ''diabłem''. 

‘’Było to o koło 1975 roku we wsi Małki w kuj-pomorskim, zapamiętałem że w czerwcu bo dziadek mówił że wtedy nieśli po pracy w PGR zakupiony po drodze spirytus na jego urodziny.  Dziadek, babcia, ciotka, wuj mieli 3 km do domu i gdzieś w połowie drogi (wtedy polnej) z pola rzepaku jakieś  50-60 metrów przed nimi wyszło coś co nazwali potem diabłem, miał mieć przygarbione ciało całe pokryte gęstym brązowym futrem prócz dłoni, twarzy i uszu które były podobno czarne jak smoła, podobno nie dało się dojrzeć nosa ani oczu choć stało to tak nieruchomo i ewidentnie się gapiło na nich tak samo jak oni zszokowani na niego. Trwało to z minutę i przelazł wolno na ugiętych nogach na druga stronę drogi w następne pole rzepaku. Miało to nie całe metra wzrostu i kiedy wszedł na pole nie było go widać z kwitnącego rzepaku. Rodzina na początku opowiedziała to sąsiadom, ale nikt o takim czymś nie słyszał i ich wyśmiali więc nie mówili o tym więcej poza rodziną. Jeszcze wspominali, że więcej nigdy nic nie widzieli, ale wtedy przez kilka lat ludziom ginęło dużo kur, kaczek, gęsi ,zwalano to oczywiście na lisy, ale po takim przeżyciu dziadkowie mieli inne zdanie’’.

Pisząc swoją nową książkę kilka razy zetknąłem  się z podobnymi relacjami, w których pojawia się bądź to duży czary pies, lub dwunożna owłosiona istota. Jedna z nich miała być zauważona w okolicy Zamku Kamieniec w Odrzykoniu w 1936 roku, która wyglądem przypominała ''dinozaura''. Opis tej historii znajdzie  się w mojej książce.

Rzeszów skacząca istota na cmentarzu 1982 rok.

W ciągu wielu lat mojej pracy związanej ze zjawiskiem, UFO, stykałem się z relacjami w których UFO pojawiało się wprost nad cmentarzami, uważam, że nie jest to przypadek i ten aspekt, należałoby od nowa ‘’rozpracować’’.  Kilka takich zdarzeń posiadam w moim archiwum w tym historię dotyczącą małej postaci, która w połowie lat 80 tych XX wieku pojawiała się na jednym z cmentarzy w Rzeszowie ( Pobitno) Istota wg. świadków zachowywała się figlarnie, co przywodzi na myśl, złośliwego chochlika z dawnego folkloru.

‘’Rosną tam wysokie, stare drzewa – po tych drzewach skakała jakaś mała postać. Mały człowieczek, który schodził z tych drzew i na nie uciekał i wydawał jakieś dźwięki. Moja babcia twierdziła, że widziała to kilka razy i mama też, ale najczęściej one same wtedy stamtąd uciekały. To też podobno skakało po grobach. Tam są takie stare, z wysokimi pomnikami, co wiele zasłaniają. Mój tata twierdził wówczas, że on tam pójdzie i dorwie tego kogoś, co bezcześci groby, skacząc po nich. Niestety, nikogo nie spotkał. Jako dziecko też tam chodziłam, bo chciałam to zobaczyć. Oczywiście, nie sama. Nie zobaczyłam nigdy nic. A babcia wracała z cmentarza i twierdziła, że to znowu uciekło na drzewa. Moja babcia nie była zwariowana. Nie wierzyła w zabobony, była wierząca i praktykująca. Podobnie ciotka, która takich rzeczy się nie bała. Pamiętam, że raz o tej postaci mówił wujek, bo w tym grobie leżał jego dziadek, więc on tam chodził. Ale tata zakazał opowiadań o duchach, zjawach i dziwach w domu’’.

Czym była tajemnicza istota nie wiadomo, ale świadkowie wykluczyli zdecydowanie jakieś zwierzę, ponieważ miało  ludzki wygląd.

Dęblin złośliwy ‘’krasnal’’ lata 80 te XX wieku.

Magiczne istoty które opisywał znany amerykański badacz i folklorysta  Walter Evanz Wentz nigdy nie były do końca dobre względem, człowieka, były często kapryśne i dokuczliwe. Być może z taką agresywną istotą zetknął się w Dęblinie  pewien mężczyzna z końcem lat 80 tych, a jego kolega spotkanie przypłacił życiem ? Relację posiadam z drugiej ręki, która została przekazana przez ojca mojemu informatorowi.

‘’Tata pracuje w Dęblinie jako maszynista pociągów towarowych. Pewnego dnia dostał służbę jako pomocnik maszynisty w jednym składzie z maszynistą "Ryśkiem". Ruszyli razem w trasę no i żeby się nie nudzić nawiązali rozmowę. Najpierw od głupot, pogody przechodząc na politykę, Boga itp. Tata jest bardzo oczytanym człowiekiem zwłaszcza w Piśmie Świętym i nie raz twierdził w domu, że Bóg na pewno istnieje ale ci bogowie starotestamentowi to raczej byli kosmitami lub członkami jakieś zaawansowanej starożytnej cywilizacji, do której my pierwotni modliliśmy się bo nie mogliśmy ogarnąć ich "Mocy" - technologi. Ten widząc, że Tata wierzy w takie rzeczy i nie będzie się z niego śmiał, zaczął delikatnie opowiadać mu historię, która przytrafiła mu się pewnego razu. I Tu się zaczyna właściwa relacja opowiadana przez 'Ryśka". Pewnego dnia "Rysiek" i "Stasiek" dostali wspólną służbę na składzie towarowym. Gdy kończyli służbę, oddali pociąg, który prowadzili dla swoich zmienników w Puławach (21 km w stronę Lublina od Dęblina). Był jakoś wieczór, pora roku nieznana. Obaj Panowie oczekując na pociąg powrotny do Dęblina postanowili umilić sobie czas oczekiwania wypijając pokątnie 0,5 litra wódki. Obaj w stanie średniego upojenia doczekali się pociągu do Dęblina. Gdy tam dojechali, wesoło się pożegnali i rozeszli do domu. "Rysiek" mieszkał w pobliskiej kamienicy przy dworcu PKP Dęblin, a "Stasiek" na osiedlu domków jedno rodzinnych "Rycice" na ul Starej.  "Rysiek" dochodząc do swojej kamienicy, robiąc kilka kroków po schodach prowadzących do drzwi wejściowych zadziwił się stwierdzając fakt iż drzwi są zamknięte. Posiadały one "jakiś tam zamek" ale nigdy nikt drzwi wejściowych na klatkę schodową nie zamykał. Przydusił kilka razy klamkę i pchnął mocniej. Drzwi ustąpiły. Okazało się, że drzwi były przytrzymywane przez jakiegoś "gówniarza", który po rozchyleniu drzwi zastąpił "Ryśkowi" drogę na górę i śmiał się z niego szyderczo. 

Wtedy "Rysiek" zauważył, że nie jest to jakieś normalne dziecko tylko tak jakby dorosły człowiek tylko proporcjonalnie zmniejszony do wzrostu jakichś 100-120 cm wzrostu. Patrzył temu "gówniarzowi" w oczy i co raz bardziej ogarniał go strach. Postanowił go minąć raz z jednej raz z drugiej strony, ale ten cały czas zastępował mu drogę i śmiał się. W ogromnej panice postanowił odepchnąć tego małego człowieczka i wbiegł szybko na górę, wbiegł do mieszkania gdzie czekała na niego żona. Zamknął zamek od środka ale słyszał cały czas śmiech tego liliputa i pukanie do drzwi. Gdy z przerażenia wyrwała go żona, która podeszła do drzwi, poczuł że "narobił w gacie". Powiedział jej, że chyba widział krasnoludka. Ta w żartach otworzyła drzwi wejściowe do mieszkania ale nikogo tam już nie było. Dzień czy dwa później gdy zgłosił się na kolejną służbę do pracy dowiedział się, że "Stasiek" zmarł na zawał tego samego wieczora gdy wracali razem z Puław, po spożyciu alkoholu. Dziwnie kojarząc fakty zaczął dowiadywać się u rodziny zmarłego jak to się stało i kiedy zmarł, uzyskał odpowiedź, że "Stasiek" zmarł na zawał serca przed furtką na własną posesję. Nie było by nic w sumie w tym dziwnego gdyby nie fakt, że sąsiedzi podobno zeznali policji iż ten przed furtką wydzierał się "wpuść mnie skurw….! 
Z Tatą ogólnie doszliśmy do wniosku, że musiało się obu Panom przydarzyć coś podobnego z tym, że jeden ze strachu narobił w gacie, a drugi zmarł niestety na zawał serca. Dalsza nasza analiza dopchnęła nas do takiego stwierdzenia, że może człowiek po spożyciu pewnej bliżej nie określonej ilości alkoholu w połączeniu z (może?) warunkami atmosferycznymi oraz samopoczucia dostrzega inne światy, których normalnie się nie widuje. Idąc dalej doszliśmy do wniosku, że te wszystkie wizje których doświadczają pijacy czyli widywanie diabłów i innych białych myszek może nie jest wcale halucynacją pijacką a jedynie szerszym postrzeganiem rzeczywistości’’.

Przyznam bardzo trafne spostrzeżenie. Osoby, które spożywają alkohol -  narkotyki, mogą znaleźć się w odmiennym stanie świadomości, (podobnie jak niegdyś czynili to szamani), być może wówczas w niektórych przypadkach otwiera się w ich podświadomości  ‘’okno’’ do  innej rzeczywistości, w których mogą doświadczać różnych stanów. Pewna kobieta opisała  historię swojego ojca z Sosnowca z 1970- 75 roku, który był notorycznym pijakiem. Kiedy mężczyzna wyszedł  wieczorem z baru i skierował się w stronę domu, coś kazało mu skręcić w stronę pobliskich stawów. Mężczyzna szedł niczym w transie i kiedy stanął nad wodą  coś podpowiadało mu wejść do niej i popełnić samobójstwo - ‘’ocknął’’ się i czym prędzej  pobiegł w kierunku swojego domu, jednak jak mówił, potem rodzinie  cały czas ‘’coś’’ podążało za nim,  i miało kopyta które udało mu się dostrzec.  Mężczyzna do końca życia twierdził, że spotkał w jego mniemaniu ‘’diabła’’. Zdarzenie tak odmieniło jego życie, że całkowicie porzucił nałóg alkoholowy. Medium i świecka Egzorcystka Wanda Prątnicka w jednej ze swoich książek ‘’Opętani przez duchy’’  twierdzi, że negatywne byty wykorzystują ludzi, którzy są uzależnieni od w/w nałogów i mogą doprowadzić ich do skrajności oraz samobójstw. Prątnicka jednak uważa, że nie ma to nic wspólnego z demonami, ale złymi duchami, które niegdyś za życia również były nałogowymi alkoholikami. Wracając do zdarzenia z Dęblina, niestety nie znam dokładnego wyglądu ‘’małego człowieka’’, niemniej zdarzenie jest niezwykle intrygujące, a moje ustalenia  wykazały, że faktycznie istnieje w Dęblinie ulica Stara, a  tuż przy dworcu PKP w Dęblinie znajdują się trzy niewielkie kamienice, które mogą odpowiadać opisowi świadka ( kilka schodów do drzwi wejściowych). Miejsce zdarzenia w poniższym linku. 





Lewitujące istoty nad Zalewem Szczecińskim

W okolicy Szczecina dwie kobiety w czasie pikniku, miały zauważyć, istoty które unosiły się nad ziemią. Niestety nie wiadomo w którym dokładnie roku doszło do zdarzenia, ale najprawdopodobniej kilka lat wstecz. Wygląd istot przypomina te, które pojawiają się jako  zakapturzeni nocni gości.

''Miało to miejsce nad Zalewem Szczecińskim-Było lato i był świadek, a więc nie widziałam tego sama. Schodziliśmy z plaży zaczęliśmy pakować do bagażnika samochodu leżaki i resztę naszych rzeczy i nagle zauważyłam, że od nas jakieś 30 metrów w bok na łące stoją dwie postacie jedna o bok drugiej i przyglądają się nam. Były ubrane w długie szaty, chyba tak to wyglądało z tej odległości i miały na głowach coś jak by ogromne kaptury, oraz coś zawieszone na plecach....z daleka mieliśmy wrażenie że to ogromne kosze takie na plecy. Te postacie lewitowały. Gdy wsiedliśmy przestraszeni do samochodu i ruszyliśmy powoli do przodu one również ustawiły się jedna za drugą i ruszyły przed siebie naśladując nas czyli w tym samym kierunku co my i w tym samym tempie co my utrzymując cały czas równy dystans od nas ale gdy przyspieszałam one bez problemu płynęły dosłownie nad łąką lewitowały w pionie i bez problemu dotrzymywały tej samej prędkości do naszego samochodu. Postanowiłam gwałtownie zahamować , a one również zatrzymały się jak wryte doszliśmy do wniosku że zawracamy i uciekamy z stamtąd jak najszybciej się da. Gdy zawróciliśmy w stronę z której przyjechaliśmy one równo z nie wyobrażalną precyzją ruchową też się obróciły i lewitowały ustawione jeden za drugim i ruszyły tak jak my w tym samym kierunku i cały czas naśladowały bez problemu prędkość naszego samochodu. Mieliśmy już 60 km/h na liczniku i więcej, a one bez problemu dotrzymywały nam tępa unosząc się nad łąką i wtedy przyspieszyliśmy jeszcze bardziej i skręciliśmy w bok w małą drużkę uciekając’’.

Krasnal na drodze  Toszek / Gliwice 1996-97

Wiele relacji, które posiadam, a które trafiły do 4 części Polskiej Magonii pochodzą z drugiej ręki z uwagi, że większość świadków zmarła, tak było w przypadku pewnej osoby, która piastowała wysoką funkcję służbową. W roku 1996 lub 97, świadek  przejeżdżał samochodem w okolicy miejscowości Toszek przez las, w pewnym momencie zdawało mu się, że na coś najechał. Zatrzymał samochód i wyszedł sprawdzić na zewnątrz i wtedy zobaczył niewielką istotę.

‘’…na jezdni stoi jakby jeż na cienkich nóżkach. Twarz jak u dziecka. Na głowie czapka jak u krasnoluda .Wyglądała jak szczotka do przetykania w umywalkach. Kolor czerwony. Po chwili stwór machał rączką i zszedł do parowu, a z niego do lasu’’.

Historię tą kilka razy opowiadał świadek mojemu informatorowi, który podzielił się tą ciekawostką w sekrecie. Znany etnograf i badacz dawnego folkloru Oskar Kolberg opisał w swojej książce ‘’Lud  jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce’’ Kraków 1874 podobne spotkanie.

‘’Jeden chłop wracając z Zabieżowa do Bronowic, widywał wieczorem w zaroślach pod Rząsiecką karczmą niezbyt wielkiego człowieka, który mu często zabiegał drogę, lecz potem niknął w krzakach. Miał on czerwoną czapeczkę na głowie, a na sobie kurtkę czarną. Chłop był przekonany, że to diabeł’’.

Świecąca  postać  i iluzoryczne  psy  w Nysie 2001

W 2017 roku otrzymałem niezmiernie interesującą informację dotyczącą pewnego zdarzenia w Nysie (woj. Opolskie) w którym zauważono świecącą postać w błękitnej barwie, oraz psa, który najwyraźniej ‘’przemienił’’ się w ‘’ludzką’’ postać.

‘’W styczniu  2001 miałem zaszyty wybrać się z pewną osobą do znanego mi miejsca na bunkrach w Nysie. Była godzina gdzieś 23:00, leżał śnieg i było bardzo zimno, Księżyc świecił jasnym światłem. Znajomy szedł przede mną miałem wykrywacz metali przy sobie i byłem ubrany w rzeczy wojskowe. Gdy weszliśmy do lasu było prawie wszystko widać przez śnieg i Księżyc. Dochodziliśmy do pionowego zejścia w dół które znajduję przy górze w lesie mieliśmy tam zejść do miejsca docelowego. Znajomy zatrzymał się i powiedział, że widział wychodzące światło z dołu tunelu. Podeszliśmy do wejścia i nasłuchiwaliśmy czy ktoś tam jest lecz po kilku minutach stwierdziliśmy, że można schodzić. Gdy znajomy zacząć schodzić leżałem na ziemi patrząc się w stronę ulicy która znajdowała przede mną. Nagle usłyszałem psa który strasznie skomlał był to głos dużego psa. Zauważyłem wirowanie liści jak małe tornado które rozpętał pies kręcą się w kółko własnej osi. Nie widziałem psa tylko kontury jego, jednak ciemno i odległość robiła swoje działo się to gdzieś w odległości 50 m ode mnie może mniej. Nagle pies przestał się kręcić liście opadły i nagle w tym miejscu pojawiła się  istota bardziej korpus świecący na niebieski kolor lekko przeźroczysty. Głowa była widoczna i kończyny też tylko już nie świeciły się one tak intensywnie jak korpus. Sylwetka była ludzka obserwacja trwała  zaledwie 20-40 sekund w tym czasie znajomy wszedł z powrotem do mnie na górę pokazałem mu palcem żeby się popatrzył w kierunku zdarzenia. On nic nie widział nagle ta istota zaczęła z powrotem świecić i zrobiła ona skok w naszą stronę ewidentnie przy lądowaniu na ziemię czuliśmy wibrację w ziemi jakby była ona ciężka jak 2-3 osoby liście przy podskakiwały w górę i wtedy świeciła ona niebiesko. Skoczyła ona 3-4 razy zbliżając się do nas gdzieś na 1 m, w tedy wylądowała ona w ostatnim skoku za drzewo które stało koło nas. Szybko szliśmy w stronę ulicy mieliśmy noże w rękach i dużo strachu. Wychodząc z lasu wyszedł owczarek niemiecki który dosłownie tulił się do mojej nogi szedł z nami głaskałem go znajomy też go dotkną był ten pies zupełnie prawdziwy. Odprowadził mnie do domu i mojego znajomego w połowie drogi  pies pobiegł w stronę pola i znikł powiedział znajomy’’.


Miejsce zdarzenia, zaznaczone czerwonym punktem, oraz zdjęcie istoty przesłanej przez świadka, która barwą przypominała tą, którą obserwowano w Nysie. 

Motyw psów jest bardzo licznie  eksponowany w literaturze związanej z  folklorem ludowym, które miały możliwości zmiennokształtne, zazwyczaj przypisywano im ‘’demoniczne’’ pochodzenie. W powyższym przypadku wyraźnie widać,   anomalne zachowanie psa, który powodował pewnego rodzaju ‘’wir’’, unoszące liście, już sam ten fakt jest głęboko zastanawiający. Po chwili pies znika, a w jego miejscu pojawia się błękitna humanoidalna postać, która wykonuje skoki w kierunku drzewa. Kiedy świadkowie odchodzą z tego miejsca  nie wiadomo skąd pojawia się pies, który po chwili oddala się w stronę pola i również znika.


 ‘’Czerwony kapturek’’ w Bystrzycy 2005 

W niewielkiej miejscowości Bystrzyca  w powiecie Ropczycko Sędziszowskim miała miejsce historia, która  związana jest w postacią, która  przywodzi nam klasycznego ‘’czerwonego kapturka’’. W grudniu 2017 roku osobiście na miejscu zdarzenia rozmawiałem z jednym z dwóch świadków tego zdarzenia, które miało miejsce latem 2005 roku opodal domu świadka. Tego dnia dwóch kolegów  grało w piłkę na łące w okolicy budowanej murowanej stodoły. W czasie gry, zauważyli, że w rogu stodoły pojawiło się coś ‘’czerwonego’’, było to o tyle dziwne, że nikogo nie zauważyli wcześniej w tym miejscu.  Kiedy zdecydowali się podejść bliżej ogarnęła ich panika, kilka metrów od nich siedziała niewysoka  postać ubrana na czerwono z kapturem na głowie, w pozycji kucającej. Świadkowie nie zauważyli twarzy, ponieważ zakrywał ją kaptur i pozostała część czerwonej peleryny. Postać miała około metra wysokości,  nie widać było rąk i nóg. Po kilku sekundach, chłopcy przestraszeniu pobiegli do domu, poinformować rodziców o zaistniałem zdarzeniu, kiedy udali się w to miejsce myśląc, że ktoś robi im jakiś kawał nie zauważyli żadnej postaci. Warto dodać, że kilkanaście metrów dalej zauważono wieczorem ‘’idącą’’ na łące  od strony rzeki Bystrzyca widmową postać jakby z mgły, która była na wpół przeźroczysta.



W miejscu zaznaczoną strzałką zauważono osobliwą postać 



Rogata postać  w  Wolicy Piaskowej  2007

Pracując w pewnej firmie poznałem człowieka, którego brat miał zauważyć, coś niezwykłego, kiedy jechał wieczorem  rowerem. Niestety świadek w obawie o kpiny i ośmieszenie nie zdecydował się na spotkanie ze mną. Historię dość dokładnie opowiedział mi jego brat, który chwilę po zdarzeniu z nim rozmawiał. Była jesień, brat wyszedł dwa tygodnie wcześniej z wojska, wieczorem wiązł rower i postanowił pojechać do kolegi w kierunku Sędziszowa, prostą asfaltową drogą, która była w tej okolicy oświetlona. Kiedy jechał zauważył z oddali, że ktoś stoi na polu obok drogi, pomyślał, że to zapewne jakiś podchmielony mieszkaniec, ale kiedy zbliżył się w poświacie lampy ulicznej zauważył to ‘’coś’’ i wpadł w przerażenie. Wg. świadka, na polu stała w długiej ciężkiej  ciemnej szacie wysoka  postać, która miała twarz pokrytą włosami, przerażające czerwone ogniste oczy, oraz coś co nazwał rogami na głowie. Oczy według świadka były niezwykle hipnotyzujące. Rowerzysta nie kontynuował jazdy dalej, ale natychmiast zawrócił rower i szybko odjechał w kierunku domu informując o zaistniałym fakcie swojego brata, który nie od razu uwierzył mu w to co widział.  Czy był to żart kogoś z mieszkańców ? Mało prawdopodobne tego samego roku jedna z Podkarpackich gazet, informowała, że w okolicy Jarosławia ludzie na wsi widywali coś z czerwonymi oczami w ich gospodarstwie. Świadek niniejszego zdarzenia szczególnie zapamiętał duże czerwone hipnotyzujące oczy.  Opis postaci przywodzi na myśl dawnego rogatego  Celtyckiego boga  Cernunnos, lub pogańskiego demona pod nazwą Leszy. Obie mitologiczne postacie miały mieć rogi, doskonale to znamy choćby z filmu Robin Hood, w którym pojawia się tajemniczy i rogaty Hern. 


Leśny skrzat  -  Gościno k/Kołobrzegu  lato 2012

Wiele osób, które doświadczyły zdarzeń z ‘’żywym folklorem’’ to osoby niezwykle  sensytywne, postrzegające rzeczywistość o znacznie większym spektrum niż zwykli ludzie. Być może właśnie to powoduje w stanie zmienionej świadomości dostrajanie się do innego spektrum  ‘’rzeczywistości’’ w której ‘’mieszkają’’ para fizyczne byty ponieważ ciężko tutaj mówić o istotach z krwi i kości.  Świadek poniższego zdarzenia praktykuje m.in. okultyzm i magię, która jak wiemy powoduje  otwarcie się na  różne byty.

‘’Kilka lat temu  to było w lesie zobaczyłam, dziwną czarną, obłokowo-mglistą postać, wielkości dużego ptaka, w krzakach koło drzew. Dziwne uczucie temu towarzyszyło, wiedząc i czując, że na pewno jest groźne miałam ochotę uciekać, więc nie szłam dalej i zawróciłam, a pojawiło się (czarna mała postać) tak po prostu i wmawiało, że tego czegoś (czarnego czegoś) nie ma i ludzie nie mogą takich rzeczy zobaczyć, widzieć, ta czarna postać to skrzat był, goblin też, takie brzydkie zgniło-"zielone" chochlikowe małe coś’’.

W innym czasie w czasie nocy ta sama osoba, zauważyła małą postać, która, nagle znalazła się na szafie.

‘’Inne "spotkanie" które dobrze pamiętam to dziwna ciemna/ciemnozielona postać, która pojawiła się w nocy w moim pokoju i ją, raczej "jego" słyszałam fizycznie, tzn. "tupot"/odgłos skoku stóp jak skoczył na szafę, ale tak jakby z sufitu, nie z podłogi do góry, czyli "przeniósł się z niewiadomo skąd. Okropne i obrzydliwe odczucie wiedząc, że to coś w tej chwili chce mnie obserwować, siedząc na szafie, wmawiając sobie, że ma przewagę bo jest wyżej. Chwile to trwało, ale stres straszny i osłabiający. Uciekł szybko, i dobrze- strach szybko minął. Duszności temu towarzyszyły’’.

Jeśli jestem już w okolicy Kołobrzegu warto wspomnieć, iż Krzysztof Dreczkowski poznał pewną kobietę, której z kolei jej koleżanka opowiada jak około 15 lat temu (2002) będąc na wycieczce z grupą dzieci zauważyli małe postacie, które miały znikać w okolicy jakiegoś głazu narzutowego, który znajdował się na skraju lasu w okolicy Kołobrzegu. Moja rozmowa z tym informatorem, niestety nie wniosła innych dodatkowych szczegółów.

Figlarni mali ludzie Rzeszów 1995

Bardzo wiele relacji o ‘’małych istotach’’ pochodzi od dzieci w różnym przedziale wiekowym, oczywiście można wyjaśnić, że to jedynie ich  dziecięca fantazja jak w przypadku pewnej sensytywnej kobiety, która w wieku około 6 lat widywała nocą ze swojego łóżeczka małe  istoty. Miało to miejsce w Rzeszowie około 1995 roku.

‘’Pamiętam małe postacie które bawiły się koło stoliczka. Lubiłam siadać w nocy na łóżeczku i je obserwować. Te postacie które mnie zabawiały w nocy koło lady były małe...pamiętam że wizualnie mogły być mojego w ten czas wzrostu może ciut wyższe. Nie bałam się ich ze względu na mały wzrost. Ciężko mi sobie je przypomnieć dokładnie, ale kojarzyłam je zawsze z bajkami ponieważ nie wyglądały jak ludzie. Stąd była moja sympatia do nich, bo nie miały ludzkich proporcji ale jakby karykaturalne. Przemieszczały przedmioty które miały pod ręką, które znajdywały się na ladzie’’.

Jednakże ta sama osoba dziś już dojrzała kobieta nadal doświadcza, chociaż nie z taką intensywnością niezwykłych zdarzeń wokół siebie wliczając w to obserwacje UFO, poltergeisty, sypialniani goście, oraz coś co można nazwać dobre i demoniczne byty.  

Istota ‘’drzewo’’ Vekerum Szwecja 2016

Co prawda zdarzenie pochodzi ze Szwecji, ale jego świadkiem była młoda Polka, która przekazała mi opis zdarzenia.

‘’Ostatnio wyszłam z domu po coś do samochodu i zobaczyłam istotę z 180 cm, może troszkę wyższą,  kobieta jestem wiec metrówki w oczach nie mam, ale zakładając że mam 150 cm to ona była wyższa ode mnie i wyglądała jak.... drzewo? gałąź? odwróciła się w moją stronę i szybko uciekła za szczyt mojego domu gdzie zniknęła, wydawała się przestraszona. Dodam że to "drzewo było lekko przezroczyste ale można było dostrzec w niej brąz, takie jaśniutki, trochę jak duch. Rzecz sie działa w dzień, najgorsze było to że ja mam przed oczami jaka ona była wystraszona i raczej chodził na tych.... hmmm korzeniach bardzo zwinnie. Nawet chyba do końca nie zauważyłam jak,  bo to był dla mnie szok, lekki, nie uciekłam  tylko podbiegłam w stronę szczytu w którym się schował. Nie było żadnych śladów’’.


Miejsce zdarzenia oraz rysunek istoty wykonany przez świadka 



Zagórz latające postacie w pokoju 2017

Poniższe historie, poznałem dzięki uprzejmości znajomej mi osoby, która  przekazała istotne informacje odnośnie zdarzeń, które rozegrały się w pewnym domu w okolicy Zagórza w Bieszczadach.  Niestety osoba, która była świadkiem nie zgodziła się ze mną na kontakt ponieważ, nie chciała  dzielić się   swoimi historiami.  Z tego co mi wiadomo pierwsze zdarzenie miało miejsce 26 marca 2017 roku, kiedy  młoda kobieta usypiała późnym wieczorem  swoje dziecko zauważyła pojawienie się w powietrzu małej około 40 cm postaci, która podobna była kształtem do figury Matki Boskiej z Fatimy. Postać była widoczna bokiem z lekko pochyloną głową.  Widziadło przemieściło się w kierunku szafy i znikło.  W październiku 2017 kiedy kobieta zaświecała światło w pokoju zauważyła coś białego przelatującego koło łóżeczka na którym spało jej dziecko, dziwny biały twór z wypukłościami  w kształcie litery 3, miał nie więcej jak około 50 cm wielkości  i  znikł nad podłogą.  6 grudnia 2017 roku, około godziny 22:00, kobieta siedząc przy komputerze i relaksując się odczuła w pokoju  narastającą ‘’grozę’’, po chwili w pokoju pojawiła się  postać w powietrzu, blada  wycięta jakby  z papieru z  kapturem i peleryną. Była dużo mniejsza od człowieka, a po krótkiej chwili znikła. 

Zdaję sobie sprawę jak bardzo ciężko jest zaakceptować,  w/w zdarzenia, tym bardziej, że nie mamy żadnej pewności czy istoty  są emanacją paranormalnej siły, która wchodzi w interakcje i manifestuje się, wedle swojego lub upodobania ‘’obserwatora’’ ? Osobiście skłaniam się , że nie są to stricte fizyczne istoty takie jak my.  Podobne zdanie ma również włoski badacz folkloru Simon Young z Fairy Investigation Society który, dostrzega zdecydowanie silny  aspekt duchowy niż fizyczny. Zatem kto stoi za tymi wszelkimi dziwactwami ? Jeśli UFO generalnie wyjaśnia się innymi cywilizacjami, to kim są owe istoty ? Mieszkańcami para fizycznych światów ? Dlaczego pojawiają się w tak przedziwnych formach jako rogate diabły, czy małe chochliki ? Zapewne nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie, próbowałem zapytać o to samego J.Vallee ale, moja korespondencja pozostała bez odpowiedzi. O wiele częściej tego typu zdarzenia doświadczają sensytywne osoby, dlatego mogą zarówno zobaczyć UFO, klasycznych kosmitów, jak i bajkowe chochliki  najprawdopodobniej za wszystkim stoi jedna i ta sama siła, która nie tylko dopasowuje się do naszych oczekiwań, wierzeń, ale też może celowo płatać ‘’figle’’ bawiąc się naszym strachem czy emocjami. Być, może niektóre opisy naszych dawnych przodków, w rzeczywistości opisywały realne zdarzenia różnych kreatur, które dziś próbujemy  interpretować na nasz język, widząc w nich jedynie zabobony. Osobiście skłaniam się, że najbardziej kuriozalne i absurdalne zdarzenia, które zostały utrwalone przez naszych przodków, nie były całkowicie wynikiem ich fantazji jak w większości przedstawiają historycy czy etnografowie.  Uważam tak ponieważ  dysponujemy współczesnymi relacjami w których pojawia się m.in. motyw tańczących małych istot, a nawet kobiecych ‘’nimf’’, tak to nie żarty o takich historiach przeczytacie Państwo w mojej nowej książce. Skoro takie historie były opisywane setki lat do tyłu, i pojawiają się współcześnie, można powiedzieć, że nie są zwyczajnymi  mrzonkami, ale część czegoś, czego obecnie nie potrafimy jeszcze zdefiniować, coś co żyje w nas samych  i w naszej rzeczywistości, która  synchronizuje się z naszą kolektywną podświadomością aranżując różne paranormalne zdarzenia. Być może kiedyś samo zjawisko UFO, będzie podobnie postrzegane jako ‘’ufo folklor’’, a które jak wiemy jest realne w pewien sposób nawet namacalne, jak niegdyś, dla naszych przodków magiczne istoty.   Jak widać obraz nie uległ zmianie jedynie nasz punkt widzenia, który chce widzieć wszystko oczami  współczesnego człowieka, oszukując w ten sposób, naszą świadomość w której drzemią nasze kolektywne archetypy. Ten sam problem dotyczy również niektórych istot związanych z  krypto zoologią, które  podobnie jak UFO, czasami pozostawiają ślady i znikają niczym duch.

APEL


Osoby, które doświadczyły podobnych zdarzeń, lub znają historie od swoich przodków z ‘’magicznymi istotami’’ proszeni są o kontakt ze mną. arekmiazga@gmail.com

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Gdzie tam ;)))) Pewno pomyślałeś gdzie są Twoje informacje na te tematy ? Zbyszku będą w mojej książce, oraz pojawią się również na blogu dotyczące Burletki jako ''próbka'' dla Czytelnika. Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe przypadki,aż trudno uwierzyć ,że zdarzają się w naszych czasach.Ten owczarek niemiecki,to była taka "anielska" asysta tych dwóch panów,żeby bezpiecznie dotali do swoich domów.Był dla nich bardzo przyjazny, jakby ich znał!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to zdarzenie jest wyjątkowo interesujące, w demonologii ludowej sporo jest takich przypadków, związanych z psami.

      Usuń
  3. Super, zawsze czekam z utęsknieniem na następną Magonię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Thank you for sharing, excellent article. The world around us is weird, we just have to open our eyes and look.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you, we live in a world that we do not know much about

      Usuń
  5. Panie Arkadiuszu, przedstawia Pan bardzo ciekawe historie. W które aż ciężko czasem uwierzyć, dlatego już od jakiegoś czasu z wyjątkowym zniecierpliwieniem czekam na pańską książkę. Pozdrawiam serdecznie Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Marto cieszę się, że opublikowane relacje zainteresowały Panią, oczywiście rozumiem wątpliwości, one są tak dziwne i absurdalne, że i mnie nie przychodzi to łatwo proszę wierzyć. Musi Pani jeszcze troszkę poczekać na książkę do jesieni październik - listopad. Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawe relacje. Na Słowacji w okolicy miasta Hlochovec tez pod koniec XX lub na początku XXI wieku ludzie widzieli istote wyglądającą jak dinozaur. Prawdopodobnie echo tego spotkania spowodowało ze okoliczną restauracje nazwano mianem "Jaszczur": http://www.jaster-hlohovec.sk/uvod/ Oczywiście z dawnych podań można wyciągnąć wniosek że to nie tyle dinozaur, co istota smocza, której kuzynka pod mianem Nessie, także jest błędnie interpretowana jako żywa skamielina. Niedaleko Hlochovca także relacje z przeszłości mówią o istocie smoczej przebywającej w studni. http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2012/08/nessie-smokiem-iii-tumaczenie-2.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Analogie do obserwacji istoty przypominającej drzewo, a widzianej w Szwecji: http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2012/09/przemiany-w-rosliny.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki Krzysiek, zapoznam się z Twoimi materiałami pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma sprawy ;) Również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Napisz komentarz: