poniedziałek, 8 czerwca 2026

Upiorne kobiety w czerni

Od początku lat 50. XX w. badacze UFO i świadkowie obserwacji byli nachodzeni przez tajemniczych mężczyzn/facetów w czerni (Men in Black). Często zastraszali oni ludzi zajmujących się ufologią. Mało kto jednak wie, że mają oni swój żeński, nie mniej dziwaczny odpowiednik Men in Black (MIB) pojawili się w USA na początku lat 50. XX w., kiedy przez kraj przetaczała się fala spotkań z latającymi talerzami. 


Wielu naocznych świadków odnotowało nieraz straszne, a czasem śmieszne spotkania z nimi. Faceci w czerni ubrani byli zazwyczaj w czarne garnitury, nosili ciemne okulary, a na głowach fedory. Charakteryzowała ich blada cera i dziwne zachowania. Zastraszali świadków, próbując zmusić ich do niewyjawiania nikomu swoich przeżyć z UFO, dając jednocześnie do zrozumienia, że może się to źle skończyć. I tak np. kontrowersyjny ufolog Albert K. Bender (1921–2002), który zajmował się także okultyzmem, obwieścił z pompą, że udało mu się odkryć sekret niezidentyfikowanych obiektów latających. W 1953 r. odwiedziło go trzech smutnych panów o bladej karnacji. Byli ubrani na czarno. Powiedzieli Benderowi, aby zaprzestał badań nad UFO.

Wyglądali jak duchowni, ale mieli filcowe kapelusze z lekko podwiniętymi rondami. Ich twarze nie były dobrze widoczne, ponieważ nakrycia głowy mieli nasunięte prawie na czoła. Strach dopadł mnie, gdy oczy wszystkich trzech osobników zapaliły się nagle jak żarówki i utkwiły we mnie. Przepalały na wskroś moją duszę, a ból stał się nie do zniesienia. Poczułem, że przekazują mi telepatyczną wiadomość – pisał.

Po wizycie Bender uskarżał się na bezsenność i brak apetytu. Cierpiał na rozstrój nerwów i niebawem podjął decyzję o likwidacji założonej przez siebie organizacji ufologicznej oraz wydawanego przez nią pisma. Kto wie, być może sam sprowokował pojawienie się MiB, ponieważ miał obsesję na punkcie nauk tajemnych, w tym alchemii. Uwielbiał literaturę grozy do tego stopnia, że przerobił swoje mieszkanie na poddaszu w coś, co nazwał gabinetem strachów. Przepełniał je mrok, przedstawienia demonów, czaszek, a jedną ze ścian przyozdobił wizerunkami czarnych kotów.

Ale w historii działały także Women in Black (WIB), które – co ciekawe – nachodziły ludzi interesujących się właśnie okultyzmem. Nick Redfern w książce Women in Black: The Creepy Companions of Mysterious MIB (2016) przytacza relacje o nich sprzed ery latających talerzy.
W 1850 r. w Nenagh (miasto w hrabstwie Tipperary w Irlandii) rolnik, wracając letnią nocą z targu, spostrzegł koło rzeki jaskrawy obiekt o kształcie… talerza. Koń odmówił mu posłuszeństwa, więc mężczyzna podprowadził go w tamtym kierunku, gdzie na moście stała tajemnicza kobieta w czerni. Uderzyła rolnika w ramię i popchnęła go. Po powrocie do domu okazało się, że ma on na plecach widoczny ślad dłoni. Zmarł w tym samym roku.
The New York Times w 1886 r. opisywał sprawę kobiety w czerni, która miała siać postrach w Scranton:

„Przez ponad tydzień przesądne osoby w mieście znajdowały się w stanie ciągłego niepokoju z powodu pojawiania się w różnych miejscach i w nieoczekiwanych godzinach niesamowitej postaci, która teraz jest powszechnie określana jako „Kobieta w czerni”.”

dano wiary ich opowieści. Odesłano je nawet do proboszcza, by im to wyprostował. Tak rozpoczęły się jedne z dziwniejszych objawień w historii, a Czarna Pani miała widzieć wielu ludzi. Zdaniem Carmen Porter nie była to jednak siła boska – bardziej jakaś czarownica, ponieważ niektórzy widywali bezgłową postać, inni stwora z rogami. Władze kościelne zakazały kultu, a mówienie o tamtych wydarzeniach w okolicach stało się tabu.

Znany badacz UFO i paranormalista John Keel w 1966 r. prowadził śledztwo w sprawie Człowieka Ćmy (Mothmana) – przerażającej, demonicznej postaci widywanej w okolicach miasteczka Point Pleasant. Szybko okazało się, że spotkania z potworną istotą to tylko fragmenty góry dziwności: ludzie donosili o spotkaniach z UFO, manifestacjach poltergeistów, a także facetów i kobiet w czerni. Te drugie nocami odwiedzały domy, rzekomo w ramach spisu ludności. Zamiast tego prowadziły one jednak wywiad na temat Mothmana i spotkań z innymi zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jedna z nich podawała się nawet za asystentkę Keela, co było oczywiście nieprawdą.

Tajemnicza „kobieta z komórką” z filmu Chaplina

W trakcie kręcenia filmu Charliego Chaplina The Circus (1928) została uwieczniona tajemnicza postać ubrana w długi czarny płaszcz i kapelusz, pomimo panującego upału. Kobieta przechadzała się tak odziana po Los Angeles. Dodatkowe emocje wzbudzał fakt, że internauci dopatrzyli się u niej urządzenia przypominającego współczesny telefon komórkowy, przez co sprawa jest cały czas komentowana w sieci.

Kobieta w czerni, którą utożsamiano z Matką Boską, objawiła się w baskijskiej Ezkiodze w 1931 r. i rodzeństwu idącemu po mleko po zboczu góry Anduaga. W pewnym momencie uwagę dzieci zwróciło jasne światło między koronami drzew. Następnie dostrzegły w nim zarys postaci, którą uznały za Maryję. Uklękły więc i zaczęły się modlić. Niestety, w domu nie dano wiary ich opowieści. Odesłano je nawet do proboszcza, by im to wyperswadował.

Fenomen anglosaski

Faceci w czerni byli widywani także w Polsce, o czym wspominam w mojej książce Magiczna rzeczywistość; natomiast kobiety w czerni (wobec których analogicznie do MIB należałoby stosować skrót WIB – czyli Women in Black) pojawiały się głównie w USA, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Często odwiedzały dzieci, których rodzice spotkali się z UFO. Podawały się nierzadko za pracowników socjalnych, a choć niekiedy wzywano policję w związku z ich wizytami, zawsze niepostrzeżenie znikały.

Coś podobnego jako wyjątek potwierdzający regułę przytrafiło się w 1991 r. w okolicy Oświęcimia 9-letniej dziewczynce. Dzień po tym, jak z kolegą podczas zabawy na podwórzu zobaczyła UFO w kształcie klasycznego spodka, do drzwi zapukała dziwna kobieta. Dziewczynka i jej kolega byli wtedy sami.

„Pamiętam, jak (…) zjawiła się „pani” z „panem”. Ona miała na sobie granatowy kombinezon, on kurtkę wiatrówkę. Zwrócili moją uwagę tym ubiorem, bo było lato. Było gorąco, a ja miałam krótkie spodnie. Oszczędni w słowach, zapytali, czy jest mama albo tata. Więcej ich nie widziałam. Kiedy im otworzyłam, nagle zaczął śnieżyć ekran telewizora i zepsuła nam się gra. Szukaliśmy w odbiorniku, wierząc, że się naprawi, ale nic to nie dało.”

Świadkowie spotkań z WIB często mówili o ich negatywnym oddziaływaniu na psychikę (dotyczyło to także ich męskich odpowiedników). Keel wspomina np. o pewnej kobiecie, która w 1967 r., krótko po zaobserwowaniu UFO w okolicach wzniesienia Mount Misery w Nowym Jorku, zauważyła kobietę w czerni podczas wizyty na stacji benzynowej. Nieznajoma uśmiechała się szyderczo. Do ponownego spotkania doszło w sklepie. Świadek mówiła, że kobieta w czerni emanowała negatywnością. Zapytana o to, gdzie mieszka, zareagowała płaczliwym i jednocześnie szyderczym śmiechem. Po tym spotkaniu świadek skarżyła się na wymioty i wysoką gorączkę.

Istnieją też relacje o WIB donoszące, że uczestnicy zdarzeń doznawali zmian w poczuciu czasu. Jeżeli chodzi o wygląd ubranych na czarno istot, Redfern odnotowuje, że choć na pozór przypominały zwyczajne kobiety, przy bliższym kontakcie wydawały się specyficzne. Dodatkowo często odwiedzały osoby interesujące się alchemią, satanizmem czy innymi zagadnieniami okultystycznymi. Przykładem jest Colin Perks, który latami poszukiwał grobu króla Artura. W 2001 r. miał spotkać WIB, która wyglądała jak… zombie.

Przedstawiała się jako Sarah Key i podawała się za pracownicę tajnego wydziału brytyjskiego rządu, którego celem było blokowanie takich badań, jakie prowadził. Wyraźnie dała mu do zrozumienia, że celem jej wizyty jest zażądanie od niego natychmiastowego zaprzestania studiów nad legendą arturiańską i tym przypadku Redferna. Gdy Perks oznajmił, że groźby nie robią na nim wrażenia, WIB odparła, że popełnił błąd i wkrótce zostanie odwiedzony raz jeszcze. Ów kolejny gość zjawił się pod osłoną nocy. Była to skrzydlata, przypominająca gargulca bestia, która zawisła nad jego łóżkiem. Mężczyzna śmiertelnie się przeraził. Uznał, że tajemnicza kobieta i stwór to jedna i ta sama zmiennokształtna istota, chcąca odwieść go od dalszych poszukiwań.

Zombie i czarnookie dzieci

Pewna kobieta mieszkająca w Radziszewie, która interesowała się okultyzmem, doświadczała trzykrotnych spotkań z czymś, co można sklasyfikować jako ludzi w czerni, ale bez wyraźnego podkreślenia płci. Było to przed 2000 r., a postaci nosiły ciemne habity i miały szpiczaste dłonie. Widywała je także w snach.

Redaktor Bruce Lee (nie mylić ze słynnym aktorem) pracujący dla wydawnictwa Morrow spotkał w nowojorskiej księgarni osobę, która wpisywała się w charakterystykę WIB. Studiowała ona książkę Whitleya Striebera dotyczącą uprowadzeń przez Obcych. Lee wspominał, że była to kobieta niewysoka, nosząca czapkę z włóczki i długi szal. Na nosie miała wielkie okulary przeciwsłoneczne, zza których widać było nienaturalnie wyglądające oczy, jak u wściekłego psa. Osobliwej pani towarzyszył mężczyzna. Razem wertowali strony książki Wspólnota. Lee, zmieszany, opuścił księgarnię, wstrząśnięty ich wyglądem oraz złowrogą atmosferą.

20 lipca 2012 r. młoda mieszkanka Decatur w Teksasie czytała książkę na podwórzu, kiedy zauważyła UFO, które zawisło nad jej domem. Nikomu o tym nie powiedziała, jednak następnego dnia do jej drzwi zapukała przeraźliwie chuda, odziana na czarno, kobieta. Miała bladą twarz, a na niej czarne okulary. Ubrana była niestosownie do panującego upału, w ciemną spódnicę i kurtkę. Nosiła perukę, roztaczała też wokół siebie nieprzyjemny zapach. Świadek usłyszała od niej, że ma nikomu nie opowiadać o UFO, ponieważ rząd jest zaniepokojony. Następnie nieznajoma zapytała o godzinę, zeszła ze schodów i… zniknęła.


„Kobieta w czerni” to również tytuł filmu z 2012 r., w którym pojawienie się tytułowej zjawy zwiastuje śmierć dzieci.

Oprócz kobiet w czerni, w ostatnich latach pojawiły się spotkania z czarnookimi dziećmi. Redfern dostrzega podobieństwa między nimi: uparte małe istoty też odwiedzają ludzi zajmujących się, w taki czy inny sposób, okultyzmem, choć wielu uznaje, iż to po prostu współczesna internetowa legenda.

Oprócz tego, zarówno WIB, MIB, jak i czarnookie dzieci otacza negatywna atmosfera. Często proszą ludzi o wpuszczenie ich do mieszkania, niekiedy wywierając silną presję albo stosując rodzaj oddziaływań mentalnych. Te istoty same nie usiłują jednak wejść do domu: czynią wszystko, by to człowiek je zaprosił, co często kończy się traumą, a nawet komplikacjami zdrowotnymi.

John Keel, analizując relacje o MIB, doszedł do wniosku, że agenci rządowi badający spotkania z UFO odpowiadają za niewielki procent zgłoszeń. W większości tego typu zdarzeń widoczny jest jakiś ładunek anomalny, a czarno odziane postaci wykazują cechy niemalże demoniczne, o czym pisał Peter M. Rojcewicz w artykule, którego tytuł w przełożeniu na polski brzmi Faceci w czerni a diabeł: Większość dotychczasowych badań kulturoznawczych na temat mitologii UFO nie zwraca należytej uwagi na dużą liczbę powiązań z tradycyjnymi mitami. Najlepszym przykładem jest przykład facetów w czerni (…). Te tajemnicze istoty o nieodgadnionej naturze posiadają wiele cech demonicznych.

To samo, moim zdaniem, dotyczy czarnookich dzieci oraz WIB, które nie tylko usiłują dostać się podstępem do domów, ale też jakby wysysają energię ze świadków. Trudno jednak powiedzieć, co może stać za takimi przypadkami. Coś jednak daje o sobie znać w sposób uporczywy, dość nieporadny, a czasem nawet kuriozalny. Niektórzy porównują te istoty do myślokształtów – tulp z tradycji tybetańskiej. Byłyby to więc swego rodzaju emanacje o paranormalnym charakterze, nie zaś istoty z krwi i kości. Coś przyciąga je do ludzi zainteresowanych Nieznanym, aby często odwieść ich od tej sfery.

Jeżeli więc Czytelniku też interesujesz się tajemniczymi sprawami albo okultyzmem, bądź czujny. I nigdy nie otwieraj drzwi ludziom w czerni.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz komentarz: