piątek, 3 czerwca 2016

POLSKIE BLISKIE SPOTKANIA III STOPNIA Cz. 9 - Marcin Stachurski


To już przedostatni artykuł z serii Bliskie Spotkania III Stopnia w Polsce, który omawia tematy, które obecnie odeszły w zapomnieniu. Do listy CE III należy dodać zdarzenie, które w ostatnim czasie było rejestrowane w Opolu przez Damiana Trelę i Marcina Stachurskiego, które opisuje Damian na swoim blogu, który gorąco polecam. 












36.  7-08.1994 r. Szklarska Poręba (DŚ)


Latem, w lipcu lub sierpniu 1994 r. dwóch 40-letnich wówczas mężczyzn - budowlańców przebywało w Szklarskiej Porębie, gdzie dostali dodatkową "fuchę". Około godz. 24:00 wracali do hotelu z pupu z centrum miasta, po wypiciu drinka lub kilku piw i półtoragodzinnej rozmowie, jednak byli dość trzeźwi. Będąc na alei przylegającej do hotelu, idąc ramię w ramię padło na nich z góry silne, fioletowe światło, które ich otoczyło o średnicy promienia ok. 1,5 m.  Zaskoczeni parę sekund spędzili w promieniu, który zaczął się skręcać i podnosić. Wraz ze snopem światła zaczął podnosić się również jeden ze świadków, natomiast fioletowe światło oślepiało drugiego ze świadków i nie widział  dokąd ono unosi jego kolegę. W pewnym momencie zniknął promień wraz z pierwszym świadkiem i dopiero można było dostrzec obiekt. Był on barwy czarnej, w kształcie tarczy z wypukłą, dolną częścią w połowie średnicy obiektu, która wynosiła ok. 10 m. W środku wypukłej powierzchni znajdował się otwór o średnicy ok. 1,5 m, z którego wydobywał się fioletowy promień. Obiekt opasany był żółtą obwódką dającą wyraźną poświatę. Przed obwódką w kierunku centralnym pojazdu rozmieszczonych było koliście ok. dziewięciu małych "iluminatorów" świecących również żółtym światłem.  Przez blisko 1,5 min. drugi świadek obserwował obiekt po czym światła jego zgasły lub znikły. Nie wiadomo było, czy obiekt odleciał, czy tylko przestał być widoczny, natomiast  świadek zaczął od razu szukać swojego kolegi, patrząc co trochę na gwieździste niebo i idąc w stronę hotelu rozglądając się i wołając za kolegą. Po ok. 10-15 min. doszedł do hotelu, gdy nagle nie wiadomo skąd i jak,  kolega pojawił się   przed bramą hotelową wydając straszne krzyki. Było to ponad 60 m w linii prostej od miejsca gdzie padł na nich promień. Świadek stał powleczony jakąś srebrzystą, fosforyzującą masą lub cieczą, wydawał odgłosy wycia lub warczenia jak "wilkołak" i nie reagował na pytania. Następnie odwrócił się w stronę żelaznej bramy hotelu i przeniknął przez nią niczym "duch". Drugi świadek stał jak oniemiały widząc to i gdy kolega był już daleko, przeskoczył przez bramę i ruszył za kolegą do pokoju znajdującego się na pierwszym piętrze. W pokoju zastał kolegę leżącego na wznak na  swoim łóżku. Zasypywał go pytaniami "co ci jest", "co się z tobą stało", lecz ten nie odpowiadał i tylko wydawał z siebie nadal nieludzkie odgłosy oraz zaczął wywracać wszystko do góry nogami w pokoju, a na jego twarzy i ubraniu srebrzysta masa zaczęła topnieć, a w jej miejsce pojawiła się wodo podobna ciecz. Przestraszony świadek wyskoczył przez okno z pokoju po pomoc, spotkał dwóch policjantów, którym opowiedział co  się dzieje z kolegą i o obserwacji UFO, a ci zadzwonili po pogotowie. Znaleźli świadka w zamkniętej łazience, który cały czas krzyczał. Policjanci i sanitariusze zaczęli wzywać świadka do uspokojenia. Po ok. min. świadek ocknął się, wyszedł z łazienki "jak gdyby nigdy nic", był bardzo zdziwiony obecnością sanitariuszy oraz policji, nic nie pamiętał i otrzymał od lekarza dwa zastrzyki. Po zdarzeniu obaj świadkowie pracowali jeszcze przez kilka dni w Szklarskie Porębie, po czym wrócili do domów. Główny świadek pamięta tylko fioletowe światło, a następnie że ocknął się w hotelu, lecz nie zgodził się na przeprowadzenie regresji hipnotycznej i nie interesuje go, co działo się z nim przez ok. 15 min., kiedy to zniknął wraz z obiektem. 


                                      Moment wzięcia świadka (za Czas UFO nr 7)

                                       Wygląd obiektu z dołu (za Czas UFO nr 7)


Bibliografia:
1. Jarosław Krzyżanowski/Jacek Wiśniewski - "UFO nad Karkonoszami. Wzięcie w Szklarskiej Porębie" - Czas UFO nr 7 (4/1998)


37.  24.05.1995 r. Alwernia (MP)

Pewien mieszkaniec Alwerni, 24 maja 1995 r. ok. godz. 00:20 paląc papierosa poczuł wewnętrzny impuls, że musi wyjść na dwór. Wyszedł z mieszkania zatrzymując się za drzwiami wejściowymi na niewielkim ganku i ujrzał w odległości ok. 70 m stojący lub unoszący się ok. 50-100 cm na ziemią obiekt. Miał on kształt półkuli-czaszy świecącej intensywnym, fosforyzującym światłem. Pod czaszą znajdował się ciemny, wyokrąglony fragment obiektu, słabo widoczny z powodu panujących wokół ciemności, co nasuwa przypuszczenie, że był to klasyczny spodek. Obiekt miał średnicę ok. 6 m, część świecąca wysoka była na ok. 2 m, natomiast zacieniona 1-1,5 m. Na korpusie obiektu nie było widać żadnych okienek, czy drzwi, powierzchnia jego wydawała się być jednolita i gładka. Przed obiektem, w niewielkiej odległości  widniały trzy sylwetki postaci, które wolno szły w kierunku świadka. Istoty ustawione były obok siebie, w jednym szeregu, wzrost ich wynosił ok. 1,3 m. Były jednakowo ubrane w kolorze stali. Po chwili marszu każda z istot zaczęła do góry unosić prawą rękę na wysokość głowy i wtedy na ich dłoniach pojawiły się skaczące iskry, a świadek zaczął odbierać telepatycznie słowa "chodź z nami", które zostały powtórzone 5-6 razy. W tym czasie istoty podeszły na odległość ok. 20 m od świadka, lecz ten stwierdził, że nigdzie z nimi nie pójdzie, bo jutro bierze rentę i musi oddać długi. Następnie świadek wbiegł do domu, chcąc obudzić swoją mamę, ta jednak nie bardzo chciała wyjść na zewnątrz. Po ok. 15 sekundach wyszedł ponownie sam na zewnątrz. Istoty były wtedy zwrócone tyłem do świadka, w odległości ok. 50 m i zmierzały do obiektu. Po kilku sekundach, gdy znalazły się blisko obiektu znikły świadkowi z oczu. Obiekt wzbił się pionowo w górę na wysokość ok. 10 m, przechylił się lekko i poleciał kilkanaście metrów w kierunku zachodnim, następnie pochylił się w drugą stronę, skierował na wschód, po czym na północ oddalając się od świadka. Gdy znajdował się kilkaset metrów od świadka, obiekt zatrzymał się, jego blask przygasł, a na korpusie przez krótką chwilę pojawiły się iskry, takie same jakie wcześniej świadek widział na dłoniach istot. Następnie dostał jeszcze telepatyczny przekaz "my tu jeszcze wrócimy" i obiekt odleciał w kierunku północnym i wkrótce znikł na horyzoncie. Rano świadek wstał podekscytowany nocną obserwacją, przez cały dzień wykonywał zwykłe, codzienne czynności, a wieczorem udał się do pobliskiego motelu. Po wypiciu dwóch piw, ok. godz. 21:00 postanowił wrócić do domu. Idąc żwirową drogą usłyszał dobiegający z tyłu kobiecy głos "Panie ... (tu padło nazwisko świadka), niech się pan zatrzyma, my chcemy z panem porozmawiać". Odwrócił się i zauważył stojącą w mroku szczupłą i niezbyt wysoką sylwetkę. Sądząc że to sąsiadka ma jakiś "interes", powiedział żeby podeszła. W odpowiedzi usłyszał "nam nie wolno się pokazywać", po czym postać cofnęła się w jeszcze większy mrok i znikła. Świadek odczuł niepokój, ponieważ rzekoma "sąsiadka" pod względem ogólnego ubioru jak i wzrostu skojarzyła mu się z wyglądem istot widzianym kilka godzin wcześniej. W momencie jak istota znikła, na niebie na wysokości ok. 200 m, nad znajdującym się domem w odległości ok. 150 m od świadka, pojawiła się świetlista kula.  Kula była wielkości 1/5 księżyca w pełni, o kolorze fosforyzującym, lekko wpadającym w fiolet, z której wy emanował snop światła oświetlając jego i drogę na której stał w promieniu ok. 3 m. Jednocześnie żwir na drodze zaczął podskakiwać na wysokość ok. 50 cm.  Przestraszony świadek odwrócił się, smuga światła znikła i pobiegł do domu znajdującym się w przeciwnym kierunku od kuli i zaobserwowanej uprzednio istoty. Gdy był 10 m od domu odwrócił się, kula nadal tkwiła w tym samym miejscu i ponownie wyemitowała snop światła, który objął jego postać. Trwało to krótko, po czym smuga światła zgasła, a wystraszony świadek zdążył wejść do domu, zatrzaskując drzwi i do następnego dnia nie wychodził już na zewnątrz i nie wiadomo co dalej stało się z obiektem.    Omawiane BS było poprzedzone obserwacją wirujących świetlistych kręgów składających z trapezów, które były obserwowane 23 maja ok. godz. 22:15 przez grupę chłopców na jednym z osiedli w Alwernii. Następnie małżeństwo mieszkające na tym samym osiedlu, już 24 maja ok. godz. 00:30 także obserwowało świetliste kręgi oraz ich syn, który o godz. 01:15 wracał do domu.

                           Obiekt i trajektoria jego lotu (za Wizje Peryferyjne nr 1)

               Wygląd zaobserwowanych kręgów świetlnych (za Wizje Peryferyjne nr 1)

Bibliografia:

1. Krzysztof Piechota - "Kronika UFO 1995" - Polska 1996 r.                                                          
2. Bronisław Rzepecki - "UFO w Alwerni" - Wizje Peryferyjne nr 1 (1/1996)


38. 15-21.06.1997 r. Opole (OP)

Głównym świadkiem omawianego zdarzenia jest mieszkaniec Opola, który wraz z przyjaciółmi był świadkiem obserwacji różnych świateł na niebie w okolicy Góry św. Anny. Stały się one początkiem serii niezwykłych wydarzeń, które później rozgrywały się również w mieszkaniu świadka, gdzie pojawiały się wizyty tajemniczych postaci. Wszystkie te wydarzenia doprowadziły do "rozbicia" jego osobowości i pozostawiły trwały ślad w psychice świadka. Wszystko zaczęło się 15 czerwca 1997 r. gdy czwórka, młodych przyjaciół (dwie dziewczyny i dwoje mężczyzn) wracała samochodem z dyskoteki w Ozimku do Opola. Po drodze postanowili zatrzymać się na Górze św. Anny aby popatrzeć na nocną panoramę. Tam główny świadek użył stwierdzenia "idealne miejsce do lądowania UFO". Później mieli problemy z zapaleniem silnika samochodu oraz świadkowie zorientowali się, że ich elektroniczne zegarki wskazywały różne czasy. Różnica wynosiła do godziny czasu w przód i tył. Następnie noc z 17 na 18 czerwca grupa przyjaciół postanowiła spędzić na Górze św. Anny, gdzie główny świadek zwrócił ich uwagę na dziwne światła nad drzewami, ci jednak stwierdzili, że to światła od latarni. Postanowili zjechać samochodem niżej aby to sprawdzić i przyjrzeć im się z bliska, jednak ani świateł, ani latarni nie było. Gdy zaczęło świtać pojechali do domu. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wrócili tu w poszerzonym o jedną osobę składzie. Zaobserwowali świecące obiekty w kształcie kul, które wykonywały przedziwne, zygzakowate akrobacje. Kule zmieniały kolory, rozpryskiwały się i tworzyły różne konfiguracje. Sprawiały wrażenie jakby się ze sobą porozumiewały. W trakcie obserwacji jeden ze świadków wraz z koleżanką postanowili udać się z parkingu pod pomnik Powstańców, pozostali natomiast zauważyli, że w kierunku w którym poszli przesuwa się za nimi duża pomarańczowa kula. Wisiała tam dopóki nie wrócili ze spaceru. Następnie zaczęli dawać reflektorami samochodu sygnały w kierunku świetlistych kul. Jedna z kul zaczęła odpowiadać podobnym sygnałem. W pewnym momencie główny świadek zauważa duży, przesuwający się "ekran", który zatrzymuje się w odległości ok. 60 m od ich samochodu. Nagle spod obiektu wylatuje pomarańczowa kula o średnicy ok. 2-3 m, co bardzo świadka wystraszyło. Po pewnym czasie kula, a za chwilę "ekran" znikły. Niedługo potem z miejsca, nad którym wisiał obiekt zobaczyli ze zdziwieniem wracających przyjaciół, ponieważ pomnik znajdował w zupełnie innym kierunku. Ponadto zapytani czemu nie było ich 2 godz. stwierdzili, że minęło zaledwie 30 min. Jeszcze tej samej nocy zauważyli za samochodem dwóch "policjantów", którzy szli pod górę. Główny świadek wybiegł z samochodu, krzycząc za nimi aby poczekali, ci odwrócili się nieco, mówiąc żeby się tu nie kręcić, a świadek zauważył, że byli oni identyczni. Niedługo potem obserwowali oni jeszcze okolicę i wrócili do domów.  Nazajutrz 19 czerwca  zachęceni rozwojem wydarzeń oraz zapoznawszy się z książką o astronomii, w której znajduje się system sygnałów świetlnych opracowanych przez NASA na wypadek spotkań z pozaziemskimi inteligencjami, umawiają się we czworo na kolejną noc i zajmują miejsce na polanie widokowej. Rozpoczynają latarką nadawanie prostych sygnałów świetlnych w stronę nieba. Z czasem zaczynają pojawiać się świetliste kule, których jest więcej niż poprzednio. Postanawiają zjechać szosą niżej w ich kierunku, lecz gdy jedna z kul podlatuje bliżej, cofają się na wstecznym biegu na parking i wyłączają światła samochodu. Kule zbliżyły się do nich, a po pewnym czasie zauważają po prawej stronie olbrzymi obiekt w kształcie cygara, którego końcowa część wisiała dosłownie nad samochodem. Wtedy usłyszeli warkot samolotów wojskowych. Nie jest jasne czy obiekt wtedy odleciał, czy znikł. Po ok. godzinie czasu, gdy ustały przeloty nad tym rejonem ponownie pojawiło się cygaro, które emanowało niezwykłymi światłami i wyglądało jakby jego wnętrze było otwarte.   Wyleciały z niego świetliste kule, które po chwili podleciały bliżej samochodu i zaczeły przybierać postać materialnych osobników. Było to kilkanaście postaci ubranych w peleryny, widocznych tylko od pasa w górę i unoszących się kilkadziesiąt cm na ziemią, które stały w dwóch rzędach i zaczęły zbliżać się do samochodu. Asystowały im z przodu pomarańczowe kule emitujące lekką mgiełkę.   Wszyscy byli przestraszeni, włączyli radio sądząc, że to "inwazja" mająca miejsce na całym świecie. Na wszystkich falach płynęła piękna, "niebiańska" muzyka. Tymczasem postaci były coraz bliżej samochodu, gdy nagle świadkowie usłyszeli warkot nadjeżdżającego motoroweru. Jego światło oślepiło na moment miejsce zdarzeń. Postaci w tym momencie przekształciły się ponownie w jasne kule i odleciały do dużego obiektu, którego wnętrze mieniło się pięknymi kolorami. Główny świadek chciał natychmiast wracać do domu, jednak akumulator okazał się rozładowany i pozostała trójka świadków zmuszona była pchnąć wóz. Rano postanowili powiadomić prasę i z dyżurnym reporterem pojechali z powrotem na miejsce obserwacji, gdzie znaleźli dziwny, długi na kilkadziesiąt i szeroki na dwa metry ślad obecny na polu, nad którym manewrował obiekt. Kłosy w tym miejscu były przygięte do ziemi, jakby "przeczesane olbrzymim grzebieniem". Wieczorem tego samego dnia główny świadek w towarzystwie swojego ojca i dziennikarzy jedzie w miejsce obserwacji i zaczyna się autentycznie bać. Był tak mocno przestraszony, że momentami nie poznawał własnego ojca. Żadnych obiektów nikt nie widział, jednak świadek twierdzi, że widział je lecące nad samochodem. Następnie pojechał spać do mieszkania swoich rodziców, kiedy wyjrzał przez balkon powiedział "oni tu są" i zobaczył zarysy postaci i oczy podobne, do tego które widział na Górze św. Anny. Postać unosiła się nad balkonem, jednak rodzice jej nie widzieli. Wystraszony świadek boi się wszystkiego, widzi kolejne materializujące się przed jego oczami postaci. W pewnym momencie czuje jakby te istoty odbierały mu energię, a przed upadkiem na podłogę ratuje go ojciec. Następnie wszystko się uspokoiło, a on spędził noc z głową pod kocem. Następnego  dnia rano przyjechali dziennikarze, którym przez kilka godzin z niepokojem i strachem opowiadał o swoich przeżyciach. Wieczorem postanawia znów spać u rodziców i prosi jedną z osób, z którą razem jeździli na Górę św. Anny, aby była z nim wieczorem. W mieszkaniu oboje zauważyli tajemnicze cienie na ścianach, następnie główny świadek zauważył trzy postaci materializujące się za telewizorem. Było widać głowę, ręce i oczy. Przestraszony do świtu nie mógł spać. W dzień wszystko się uspokoiło, świadek zaczął wracać do siebie i ustąpiły widoczne objawy manii prześladowczej. Po pewnym czasie świadek zaczął zgłaszać potrzebę poddania się regresji hipnotycznej. Taką próbę podjęto u profesjonalnego hipnoterapeuty, jednak świadek okazał się być nie podatny na hipnozę.   Natomiast dwoje przyjaciół, którzy doznali "utraconego czasu" nie byli poddani regresji hipnotycznej. Innymi niezależnymi świadkami opisywanych obserwacji świateł była załoga straży pożarnej ze Zdzieszowic, która była kilkukrotnie wzywana przez miejscową ludność do pojawień się na niebie "tajemniczych ogni".  Będąc na interwencji sami zobaczyli na niebie "taniec niezwykłych świateł", a następnie zanotowali zakłócenia pracy silnika samochodu i awarię świateł. Po powrocie do bazy okazało się, że w niewytłumaczalny sposób spaliła się cała instalacja elektryczna samochodu. Jeszcze inni świadkowie z terenu Opolszczyzny donosili wówczas o obserwacji dziwnych kul świetlnych, a nawet o pogoni takiej kuli za samochodem.

Bibliografia:  

1. Krzysztof Piechota - "Kronika UFO 1997" - Polska 1998                                                                       
2. Autor nieznany - "Hochsztaplerzy czy ofiary?" - Faktor X - Polskie UFO nr specjalny 1999 r.                                                                                                                                                               
3. Janusz Zagórski - UFO nad Górą św. Anny" - Czas UFO nr 12 (1/2000)  

7 komentarzy:

  1. Te dwa pierwsze spotkania III stopnia nie były mi znane, dlatego dziękuję autorom za ich przypomnienie.To ze Szklarskiej Poręby może być zaliczone nawet do IV stopnia.Pierwszy raz czytam o takiej reakcji wwziętego...brrr..wycie i warczenia jak "wilkołak"!.Nie dziwię się facetowi,że nie chciał poddać się regresji hipnotycznej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma za co ;-) Tak Bliskie Spotkanie IV Stopnia wg innej klasyfikacji to CE-III typu G, czyli "wzięcie" - co w uproszczeniu oznacza zabranie świadka/ów na pewnien czas na pokład NOLa. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest przedostatni odcinek o Bliskich Spotkaniach III STopnia ,a czy są jakieś przygotowane do późniejszej publikacji IV Stopnia? Z góry dziękuję za odpowiedź i również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to jest przedostatni, do ostatniego powrócimy we wrześniu, ponieważ, robię sobie przerwę na czas wakacji. Z tego co wiem, nic takiego Marcin nie pisał, zresztą takich spotkań jest jak na lekarstwo. Jednakże na pewno pojawią się inne artykuły Marcina nie mniej interesujące m.in o polskich zdjęciach UFO z lat PRL - dla mnie bomba, świetne opracowanie, myślę, że Marcin zaskoczy nas, innymi artykułami ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Niestety w najbliższym czasie nie planuję opisywać tego typu zdarzeń. M.in przypadki Z.N. ze Świebodzic, A.D. z Nasielska, czy relacje opisane przez Pana Bronisława Rzepeckiego w cyklu "Kontaktowcy w Polsce" (publikowane w kwartalniku "UFO") zostały przeze mnie z różnych względów świadomie pominięte w tym opracowaniu. Natomiast w planach mam napisanie 11 części/uzupełnienia "Polskich Bliskich Spotkań III Stopnia", składającego się ze spraw, które w ostatnim czasie wpłynęły do badaczy oraz innych wcześniej nie znanych mi zdarzeń, a także uzupełniających informacji odnośnie przypadków opisanych we wcześniejszych częściach, jeśli takowe oczywiście uda mi się uzyskać. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Świetna robota :)
    Bardzo ciekawe materiały :)

    OdpowiedzUsuń

Napisz komentarz: