niedziela, 12 listopada 2017

Słowiańscy "bogowie z kosmosu"

Dawne mity i legendy wskazują, że człowiek od początku jego istnienia wchodził w kontakt z różnymi bytami i istotami, które  które miały  przybywać z ''nieba''. Piotr Cielebiaś  pisarz i publicysta ''nieznanego'' przybliżył nam ten aspekt, w artykule w  którym pojawiają się  konotacje związane z dawnym i ''żywym folklorem'', niektóre z nich pochodzą z mojego archiwum, jak historia  spotkania z ''płanetnikami'' w 1907 roku we wsi Maszkowice. Dokładny opis tego zdarzenie, który ociera się wprost o Bliskie Spotkanie, zostanie szczegółowo opisany w mojej przyszłej książce. 





Piotr Cielebiaś źródło 
http://strefatajemnic.onet.pl/ufo/slowianscy-bogowie-z-kosmosu/zwg9m0

Erich von Däniken pisał, że odwiedziny "starożytnych astronautów" mogły utrwalić się w mitach i legendach opowiadających o gościach z nieba. Polski folklor również pełen jest odniesień do dziwnych latających obiektów oraz istot porywających ludzi do krainy, gdzie czas płynie inaczej. Czy to dowód na to, że i nasi przodkowie spotykali kosmitów?
Według ufologa dr. Jacquesa Vallée wiele legend i wierzeń ludowych to echa dawnych spotkań z obiektami UFO i ich pasażerami.
Polski folklor pełen jest odniesień do latających kul i mieszkańców nieba, którzy przybywali na ziemię, by porywać ludzi. Legendy Aborygenów mówią o wondżinach - "duchach deszczu", których wizerunki do złudzenia przypominają wielkookich humanoidów, o jakich donoszą świadkowie spotkań z UFO. W średniowiecznej Francji wierzono z kolei w krainę zwaną Magonią, skąd miały pochodzić "statki pojawiające się w chmurach" – pisał bp Agobard z Lyonu. W folklorze i wierzeniach z innych części świata również odnajdziemy zaskakujące podobieństwa do współczesnych relacji o UFO. Są one nieprzypadkowe – mówi dr Jacques Vallée – informatyk, astronom i jeden z najsłynniejszych ufologów. Jego zdaniem ludzie od zawsze spotykali się z "latającymi talerzami", choć dawniej opisywano je jako "boskie rydwany" albo inne "cuda na niebie". Także w polskim folklorze istnieje wiele wątków nasuwających otwarte skojarzenia z przybyszami z kosmosu.

UFO może stać za relacjami o błędnych ognikach

Znany podkarpacki ufolog Arkadiusz Miazga od lat zafascynowany jest koncepcją dr. Vallée’go i szuka śladów "Obcych" w polskich legendach i podaniach. Jego odkrycia zaskakują, choć – jak wyjaśnia badacz – należy pamiętać, że nasi przodkowie zupełnie inaczej pojmowali i opisywali sprawy, których nie rozumieli. Błędne ogniki, o jakich pełno wzmianek w ludowych opowieściach, uznawano za wałęsające się dusze pokutników, nie biorąc pod uwagę racjonalnych wyjaśnień w postaci piorunów kulistych, samozapłonów metanu (zwłaszcza na mokradłach) albo innych form bioluminescencji.
Relacje o błędnych ognikach (łac. ignis fatuus) znane są od starożytności i rozpowszechnione w wielu kulturach. W naszym kraju, w zależności od regionu, nazywa się je świetlikami, świcorzami, świcokami itd. i uznaje za byty nieprzychylne człowiekowi, choć nie zawsze. Niekiedy – według legend – miały one oświetlać drogę ludziom, którzy zabłądzili nocą. Choć opowieści o ognikach mają racjonalne wyjaśnienia, ufolodzy uważają, że mogą kryć się wśród nich relacje o niezidentyfikowanych maszynach latających.
Przykładowo tuż po II wojnie światowej mieszkanka gminy Mstów na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, idąc wieczorem do studni, napotkała "świcoka", który z bliska okazał się czymś dużo bardziej zagadkowym. Widząc zbliżające się światło, kobieta myślała początkowo, że to człowiek z lampą. Dopiero po chwili okazało się, że to duża jasna kula emitująca charakterystyczne "suche trzaski".
Wiszącego nad polem "ognika", który okazał się kilkumetrowej średnicy "piłką" o powierzchni przypominającej "roztopione żelazo" widział w 1972 r. chłopiec wypasający krowy w Bystrzycy (podkarpackie). Z kolei doświadczenie Mieczysława S. – etnologa i muzealnika, który spotkał coś podobnego jako dziecko może tłumaczyć, skąd wzięła się wiara w to, że latające kule powodują u ludzi dezorientację. Mężczyzna mówi, że w sąsiedztwie obiektu poczuł się jak "wyrwany z rzeczywistości", co być może zostało wywołane przez silne pole elektromagnetyczne emitowane przez UFO.
O tym, że światopogląd decyduje, jak interpretujemy nieznane, rzadkie zjawiska świadczy z kolei incydent z Liśca Małego k. Konina z 1984 r., gdzie Józef L. spotkał się z dużą kulą światła wiszącą w pobliżu starej kapliczki. Nie uznał tego za "świetlika", ale… znak od Boga, a na pamiątkę spotkania wystawił osobliwy monument z podobizną obiektu, na którym umieścił napis: "Dziękujemy ci Duchu Święty Boże, żeś przyszedł w postaci kuli ognistej…".
Chmurnikami nazywano istoty spadające z nieba

Ale nie tylko błędne ogniki sugerują, że za niektórymi ludowymi opowieściami może kryć się UFO. Kolejnymi "podejrzanymi" postaciami z folkloru są płanetnicy (lub chmurnicy) – demony kontrolujące pogodę i sterujące chmurami. Płanetników, którzy czasem spadali z nieba, wyobrażano sobie na różne sposoby, np. jako wątłe istoty o głowach starców i ciałach dzieci.
"Płanetnicy zwykle przybierają postać szpetnego człowieka z wielką głową, wyłupiastymi oczami, ciągle zerkającego w niebo, z czarną skórą, wydętym brzuchem" – pisała o nich Barbara Ogrodowska. Niektórym opis ten nasunie podobieństwo do wielkogłowych, wielkookich kosmitów. Niezwykle interesująca relacja z archiwum Arka Miazgi wskazuje z kolei, że ludzie spotykający dawniej gości z kosmosu mogli brać ich właśnie za chmurników, którzy znani byli z upodobania do odwiedzania gospodarstw i wymuszania poczęstunków.
– Chodzi o lądowanie UFO z 1907 r. "Płanetnicy" pewnego dnia pojawili się we wsi Maszkowice k. Łącka i gestykulowali, jakby chcieli coś przekazać. Mieszkańcy uznali, że proszą o pożywienie. Świadkami tego zdarzenia było wiele osób. Istoty miały na sobie, jak wspominała jedna z obserwatorek,"szkliste ferszalunki", czyli coś w rodzaju kombinezonów. Byli mali i szczupli, mówili dziwnym "ptasim" głosem. Istoty potem oddaliły się w stronę lasu i po wejściu do okrągłego pojazdu, odleciały.
Zdarzały się jednak przypadki mniej radosne, kiedy "goście z chmur" zabierali ze sobą ludzi, jak dziś czynią to rzekomi przybysze z kosmosu. Bardzo sugestywną relację o pannie, która zniknęła w dziwnych okolicznościach znajdziemy w "Kronice mieszczanina krakowskiego" z XVI w.
"W roku 1577 dnia 22 miesiąca czerwca, w wigilię św. Piotra z Pawłem, panna wzięta w deszczu, łyskaniu, z ciałem i duszą, córka czarnego Pawła z Olkusza, która była u pani Mączyńskiej aptekarki na wychowaniu. Tak zginęła, jako w czym chodziła. Dnia ostatniego zasię ją przywróciło tę pannę, także w łyskaniu, trzaskaniu, w deszczu bardzo wielkim, w tym wszystkim jak ją wzięło, tak ją zasię nazad przywróciło. O czym była bardzo wielka inkwizycja przez ludzie zacne, przy czym był jego Mć ksiądz biskup kamieniecki Białobrzeski Stanisław".
Porwania przez Obcych mogły dać początek wielu legendom

Dr Vallée, analizując ufologiczne wątki w ludowych wierzeniach, zwracał szczególną uwagę na historie ludzi porywanych przez magiczne istoty, takie jak wróżki (fairies) oraz elfy z zachodnioeuropejskiego folkloru. Ich ofiary często traciły poczucie czasu i kontakt z rzeczywistością, odnajdując się potem w miejscach odległych od domu. Z obcej krainy wracały jako "odmieńcy", często odkrywając w sobie nowe talenty. Gdy przeanalizujemy opracowania specjalistów od porwań przez UFO, takich jak psychiatra dr John E. Mack, okaże się, że dokładnie to samo dzieje się z ludźmi zabieranymi przez Obcych.
Wątek uprowadzeń do innego świata jest dość rozpowszechniony także w polskim folklorze – zauważa Arek Miazga. O porywanie i podmienianie dzieci oskarżano mamuny (zwane też boginkami lub dziwożonami). Znacznie bardziej interesujące w kontekście związków ze zjawiskiem UFO są jednak opowieści o latawcach – demonach powietrznych, które nocami "lądowały" na ziemi pod postacią "jasnych gwiazd", po czym zabierały upatrzonych sobie ludzi.
W "Klechdach starożytnych…" Kazimierza Wóycickiego podkarpacki ufolog natknął się na kolejny sugestywny trop:
– Mowa tam o "niewidach", które w otoczce z chmur pojawiły się nad domem pewnej dziewczyny. Chmura rozdzieliła się na dwoje, a z jej środka spłynęła do ziemi jakby szeroka niebieska wstęga. Po niej zsunęły się trzy niewidy, które potem uniosły ze sobą owe dziewczę w powietrze – mówi badacz.
Opis ten jest o tyle ciekawy, że przypomina jedno z najbardziej kontrowersyjnych i głośnych uprowadzeń przez Obcych, jakim była sprawa Andreassonów z South Ashburnham. Jesienią 1967 r. na ich dom zstąpił obłok dziwnej "mgły", z którego wyłoniła się grupa niewysokich postaci. Wtargnęły one do środka i zabrały Betty Andreasson w podróż na obcą planetę, uprzednio "usypiając" jej bliskich. Przeżycia kobiety stały się kanwą popularnej serii książek.
To jednak nie koniec poszlak sugerujących, że nasi przodkowie rzeczywiście stykali się ze zjawiskami rodem z "archiwum X". W opowieściach ludowych znajdziemy też odwołania do kręgów zbożowych, które często łączone są (choć niekoniecznie słusznie) z aktywnością UFO. Koła i pierścienie (tzw. czarcie kręgi) znajdowano również w trawie, wiążąc je z działaniem mrocznych sił. Jak wyjaśnia Arek Miazga, wierzono, że są one śladami po tańcach wiedźm albo demonów takich jak niawki, które raz na rok wyprawiały "bal", a tam, gdzie postawiły nogę nic już nie wyrosło…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz komentarz: