piątek, 17 listopada 2017

UFO i tajemnicze światła nad Bieszczadami

Bieszczady to jeden z najwspanialszych zakątków w Polsce,  ceniony przez turystów za swoje naturalne piękno. Niektóre osoby  porzuciły dotychczasowy styl życia i zamieszkały pośród lasów i połonin racząc się egzotycznymi widokami. Bieszczady znane są z wielu  różnych tajemnic – legend, w których m.in., pojawiają się istoty znane jako Zakapiory, świetliste kule, oraz zjawiska, które możemy zdefiniować jako UFO.





W mojej książce UFO nad Podkarpaciem wyd. Poligraf 2015 opisałem kilkanaście zdarzeń związanych z obserwacjami UFO oraz innych świetlnych zjawisk, które miały miejsce w Bieszczadach, szczególnie interesujące dotyczą klasycznych UFO ‘’spodków’’ zauważonych w 1946 roku w Sanoku ( DD – CE-1),  Zagórzu 1960 formację trzech metalicznych ‘’latających talerzy’’, czy choćby UFO widziane w 1974 roku na Połoninie Caryńskiej ( NL -CE-II)  przez wracającego pracownika, który natknął się na opuszczonym cmentarzu na dwa jasne owalne obiekty.  Inne zdarzenie związane z Połoniną Caryńską dotyczy grupy 10 osób – turystów, którzy zauważyli klasyczne UFO manewrujące opodal nich w dniu 17 sierpnia 1992 roku.

Jestem tzw. turystą pieszym i co roku wyruszam w góry (dawniej robiłem to częściej). Tym razem były to Bieszczady. W poniedziałek 17 sierpnia 1992 r. szliśmy grupą złożoną z 10 osób przez Połoninę Caryńską. Ok. godziny 16:30 zatrzymaliśmy się na szczycie liczącym 1297 m.n.p.m.
Właśnie wtedy ktoś zwrócił uwagę na obiekt widoczny wysoko na niebie. Znajdował się on ok. 500 m nad 1234-metrowym szczytem (Połonina Caryńska), przy czym według mapy, odległość między szczytem o wys. 1234 m a naszym wynosiła 1,4 km. Patrząc w stronę obiektu, mieliśmy
Słońce za sobą, dzięki czemu NOL był doskonale oświetlony. Jego lot polegał na opadaniu chybotliwym ruchem oraz wolnym przemieszczaniu się w lewo. Dzięki chybotaniu obiektu, można było zaobserwować dość dokładny jego kształt. Można go porównać do kawałka odciętej kuli.
Spód miał płaski, natomiast wierzch wypukły, a przy tym metalicznie lśniący (doskonale odbijał światło słoneczne). Obserwowałem go aż do chwili zniknięcia za wzgórzem przez kiepską lornetkę (20×30 – produkcji rosyjskiej). Udało mi się jednak dostrzec, że spód obiektu był ciemnobrązowy z ciemniejszym rysunkiem. Jak już wspomniałem, NOL wolno opadał i chybotał się, aż do chwili, gdy znalazł się nad lasem. Od tego momentu jego lot stał się bardziej spokojny: już bez chybotania unosił się nad koronami drzew. Odległość zwiększyła się do ok. 2,5 km, jednak dzięki świetnej widoczności można go było obserwować nadal. Doszedłem wówczas do wniosku, że NOL musi mieć ok. 3 metrów średnicy. Poruszał się nad drzewami ruchem trochę zygzakowatym, sprawiało to wrażenie, że czegoś szuka. Ciągle się od nas oddalał, aż wreszcie, w pewnym momencie, wzniósł się i przeleciał nad wzgórzem, znikając z oczu’’.[1]


 Rysunek obiektu wykonany przez świadka obserwacji 



W lipcu 2017 roku wpadła mi w ręce książka Krzysztofa Antoniszak  ‘’Tajemnice Bieszczadu’’,   która opisuje  tajemnice związane z Bieszczadami m.in., sprawę tzw. Zakapiora, który po dziś dzień utrwalił się w naszej kulturze, a który wywodzi się właśnie  z tych terenów. Pierwsza wzmianka na ten temat datuje się na XV wiek. Różne podania i relacje, mówią o tajemniczych ciemnych postaciach w habicie z kapturem na głowie, bez rozpoznawalnej twarzy, w jej miejscu zawsze ziała przenikliwa czerń. Czy nie przypomina  nam  to niektórych współczesnych  wizyt  sypialnianych gości, w których świadkowie donoszą o wręcz identycznych postaciach. W swoim archiwum posiadam  pewną historię z Dobrynina ( Podkarpacie), kiedy w latach 50 trójka świadków została wręcz sparaliżowana przez ‘’Zakapiora’’ przecinającą  polną drogą  i przenikającą pobliski płot.    Zakapior zazwyczaj nagle się pojawiał  i znikał, świadkowie  wyczuwali  magiczną wręcz nieziemską  siłę stojącą za nimi. Tajemnice Bieszczadu wspominają o niewyjaśnionych światłach widywanych przez wieki w okolicy dzisiejszej Góry Wielkie Jasło, poniżej Cisnej  zwane dawniej Wisielem, ze względu na wykonywane tam egzekucje przez powieszenie.
Według opowieści światła pojawiały się o zmroku na grzbiecie Wisela, świadkiem takiego zjawiska był m.in. sam Aleksander Fredro ( 1793-1876) w roku 1818 czyli w epoce wojen napoleońskich.

‘’Jakeśmy z Wetliny od Pana Michała Konarskiego wracali, co mówił jak mi Bóg miły i często tabaki zażywał, będąc w rozgałęzi Krzywowej, a noc była pełna, tośmy moc światła nad Wiselem widzięli i zdawało się wszelkim, że ogniska tam palą. Konie przeć zaczęły i dawać w nogę tak poczęły, cośmy z tej mnogości światła, koniec mogli zważyć. A co to było, przeto nawet Ludwik Urbański nie miał pojęcia.’’[2]

W 1908 roku przebywający w Cisnej Pan Jan Starowski mieszkaniec Przeworska napisał w liście do swojej córki o tajemniczym świetle, które zauważył.

‘’Wraz z Władysławem przemierzaliśmy drogę z Krzywego do Cisnej, a że trochę się zasiedzieli u Pana Jaworskiego w jego leśniczówce w Krzywym, przeto kiedyśmy weszli w drogę z Płoskiego, było już dobrze po zmroku. Jednak od Wisiela taka jasność biła, że nie trzeba było używać  ni latarki jakiej. Co to było, nie wiem.  Jakowaś jasność wielka panowała, a dookoła mrok. Poczuliśmy się jakobyś nieswojo. Dopiero w Cisnej chęć do życia nam wróciła’’.

W obu przypadkach ‘’światła’’ powodowały zarówno dyskomfort zwierząt, oraz ludzi. Autor książki wspomina, że światła widywano jeszcze nad Wiselem na  początku lat 50 XX wieku. Wiadomo, że w dawnych czasach palono na grzbiecie Wisela ludzkie zwłoki zwane ceremoniałem krehma. Zwłoki palono na drewnianych podestach na wysokości około 2,5 metra nad ziemią. Być może niektóre świetliste ognie były właśnie pogrzebowym obrzędem ? Tajemnicze światła nad Wielkim Jasłem widywano także w latach 50 XX wieku, a wówczas już nie palono zwłok, zatem ta teza nie tłumaczy wszystkich zjawisk, które tam widywano.  Mało tego w 2015 roku dwoje turystów idąc  górskim czerwonym szlakiem w kierunku Małego Jasła, zauważyło dwie świetliste kule, które zmusiły ich do ucieczki. Zdarzenie otrzymałem z Radio Paranormalium i po skontaktowaniu się ze świadkami, otrzymałem szczegółowy opis obserwacji.

‘’W ten poniedziałek pojechałem z dziewczyną w Bieszczady z zamiarem rozbicia się wieczorem na górze Małe Jasło wchodziliśmy tam szlakiem czerwonym z kierunku Cisna mieliśmy przekimać się na górze, a rano ruszyć dalej w kierunku fortecznej i zejść na wioskę Smerek. Na szlak weszliśmy gdzieś około 20 godz. jak byliśmy na górze była godz. jakaś 22 coś nie wiem dokładnie było już ciemno i sami szliśmy z latarkami czołowymi i jakieś  1 kilometr od nas na skraju lasu widoczne były jak by dwie kule raz gasły po czym znów się zapalały świeciły na kolor jakby pomarańczowy po czym gasły na początku myślałem, że też ktoś jak my wyruszył w trasę wieczorkiem, ale tam nie było żadnych szlaków do tego latarki dają inny blask i inaczej światło się porusza jak ktoś idzie z latarką tam te kule były mniej więcej w jednym miejscu poruszały się dość wolno, ale na jakieś parę metrów po czym gasły. Przyglądałem się temu z 5 min i jak to zgasło ja zaczynałem świecić latarką w ich kierunku po czym się znów zapalały nie mówiłem nic dziewczynie o tym i postanowiłem zawrócić bo strasznie mi się to wydawało dziwne, a sporo kimałem po lasach i nigdy czegoś takiego nie widziałem jak zawróciliśmy w kierunku Cisnej i zaczęliśmy schodzić w dół te kule jak by nas śledziły widać było na początku jedną potem za kilkanaście metrów już dwie i znów raz gasły raz były widoczne dopiero gdzieś w połowie szlaku całkowicie to znikło. Ja widziałem coś takiego pierwszy raz i nie chciałem ryzykować na tym bezludziu będąc z dziewczyną''.

Widok z Małego Jasła (zdj. interent)
Mapa z puntem na Małe Jasło 
Miejsce zdarzenia w którym białym trójkątem oznaczono namiot, czerwone punkty wskazują świetliste kule. 

Z ustaleń jakie przeprowadziłem wynika, że świetlne kule znajdowały się około 500 metrów od świadków, ale najprawdopodobniej mogły znajdować się o wiele bliżej.  Kule poruszały się  do przodu, a następnie cofały do tyłu, zapalały i gasły, czasami pulsując. W trakcie zdarzenie nie słyszano żadnych dźwięków, które mogłyby sygnalizować turystów lub Straż Graniczną na quadach, chociaż w tym miejscu było to nie możliwe.  Świadkowie w czasie schodzenia ze stoku nadal obserwowali kule, które zdawały się podążać za nimi.

‘’Jak schodziliśmy ze szlaku najpierw pojawiła się jedna kula głębiej w lesie potem zgasła, a potem pojawiły się znów dwie  jakiś czas to jak by za nami podążało bo potem już tego nie widziałem to było taka dziwna odległość,  że widziałem tylko to światło nie mogłem nic bardziej dostrzec’’.

Niestety nie wiadomo jakich rozmiarów były kule, ale świadkowie porównali je do dalszej latarni ulicznej, czyli można przypuszczać, że miały pomiędzy 0,5-1 metra średnicy. W ludowym folklorze tego typu świata nazywano błędnymi ogniami, miernikami, pokutującymi duszami etc. Ten temat rozwinę w mojej książce Magiczna Rzeczywistość,  i przedstawię opinię, iż nie wszystkie świetle kule muszą być automatycznie  wiązane z kosmitami, czy sondami ufo, ich pochodzenie może mieć zupełnie inne źródło i powiązane z duchowymi  aspektami jak okultyzm, demonologia i oraz inne zjawiska fizyczne zwane UAP. 

Jeśli ktoś z Czytelników zna podobne zdarzenia pochodzące z Bieszczad, lub zetknął się osobiście z takimi zjawiskami bardzo proszę o informację pisząc na mój adres arekmiazga@gmail.com






[1] „Nieznanym Świecie” nr 11 z 1993 roku.
[2] Krzysztof Antoniszak ‘’Tajemnice Bieszczadu’’ Wyd. Kwinto  i Spółka 2008 str. 34 

13 komentarzy:

  1. http://wolna-polska.pl/wiadomosci/nadchodzi-masowa-inwazja-demonow-kosmitow-2017-11

    OdpowiedzUsuń
  2. Wolna Polska to raczej strona związana z masowymi teoriami spiskowymi, dlatego ich rewelacje traktuję z dużym uśmiechem pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Niestety nie wiadomo jakich rozmiarów były kule, ale świadkowie porównali je do dalszej latarni ulicznej, czyli można przypuszczać, że miały pomiędzy 0,5-1 metra średnicy."

    Na jakiej podstawie określona jest wielkość obiektu skoro nie znamy odległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę przeczytać uważnie tekst orientacyjna odległość została przyjęta na około 500 metrów, jest o tym w tekście. Sam świadek w rozmowie wspomniał o takich średnicach pomiędzy 0.5, 1 metr, nie były to duże światła wg. niego.

      Usuń
  4. Arku mam kila pytań do Ciebie, proszę potraktuj je poważnie, na początek co sądzisz o implantach i czy zetknąłeś się z czymś takim ?. Czy jesteśmy czyjąś własnością czyli zoo a może nasze życie to matrix ? a może pod postacią ufo czai się demon który przybiera różne formy i nas zwodzi ? szyderca RP

    OdpowiedzUsuń

  5. Odpowiem krótko jeśli chodzi o sprawę implantów osobiście nigdy się z tym nie zetknąłem i nie sądzę, aby wszystkie implanty były dziełem ‘’obcych’’, skory my dziś mamy o niebo lepsze możliwości wszczepiania implantów znacznie mniejszych niż te ‘’kosmiczne’’, które są dość prymitywne. Nie wiem, kto za nimi stoi, ale uważam, że nie powinniśmy ich bezpośrednio wiązać z UFO i obcymi. Na pewno jesteśmy - uważna synteza zjawiska UFO właśnie to wskazuje, poczynając od świętych ksiąg aż po współczesnych kontraktowców. Cały czas ktoś nami steruje ! Niestety nie wiadomo do końca jak ta ‘’siła’’ w rzeczywistości nie przejmuje się nam, naszymi problemami i zwyczajnie nas wykorzystuje jak ludzie niektóre zwierzęta. Matrix jest ciekawą tezą i jeśli owa siła nas i to wszystko stworzyła, czemu nie możemy egzystować w pewnym matriksie nie świadomi zupełnie tego, ale tą kwestię pozostawiam dal fizyki. Uff trudne pytanie chodzi o trzecie ? Nie mam pojęcia, uważam, że zjawisko UFO jest wielo aspektowe, tak samo widzę tam aspekt demonologiczny, jak wiemy i znów ze starych świętych ksiąg Biblia, Koran itp. demon potrafi pojawiać się w różnej formie, więc gdyby powiedzmy chciał kogoś nabrać i zaprezentować się w formie UFO wg. tych starożytnych informacji nie stanowi to najmniejszego problemu - wizualizacje wprost do świadomości ludzi itp... to stare sztuczki demonów. Szczególnie niepokoją mnie tzw. kontaktowcy, którzy są zwodzeni nie przez kosmitów lecz przez inne byty, chociaż nie zawsze negatywne, rozpracowuję historie Moniki – ( zdarzenia Budziejów), które są wprost niesamowite, a te formy – byty rzeczywiście były pozytywne w kontakcie. Sporo o tym będę pisał w mojej nowej książce, ale nie jestem monopolistą i nie mogę udzielić ostatecznej odpowiedzi. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie pytanie odnośnie Moniki, jak wygląda objawiająca się jej postać, tzn w jakiej formie się jej objawia czy podczas tych objawień bądź wizji dzieją się jakieś "cuda"?Jak dokładnie wygląda taki jej kontakt ? Jak Arku typujesz źródło tego kontaktu z Moniką ? Czy analizowałeś jaka treść płynie od tych /tego bytu ?, czy jakoś wpływa na nią bądź nią manipuluje ?jaką osobą jest Monika chodzi mi o religijność -szyderca RP, pozdrawiam Ciebie oraz wszystkich czytelników którzy odwiedzają tego bloga

      Usuń
    2. Źródła kontaktu Moniki były różne, od dziecka miała dziwne kontakty np. małe istotki w jej pokoju, coś ala chochliki, potem pojawiły dziwne sny i związane z nimi istoty, następnie nocni goście, ufo itp. Monika jest osobą niezwykle inteligentną, wrażliwą, wiele podróżuje. Tak jest religijną, ale bardzo krytycznie nastawioną do polityki KK, Niektóre byty były negatywne potrafiły powodować rózne negatywne zjawiska w jej otoczeni np, coś w formie krwi która pojawiała się na pościeli i łóżku, w miejscu w którym stała postać rano odnaleziono jakby ''buźkę'' namalowaną z krwi - mam te zdjęcia, Monika je udokumentował, acz ona nie zachowywała sie jak krew ? To bardzo dziwne. Istoty ''blondyni'' które spotykała lecąc dziwnym tunelem zawsze były przyjazne, jakby coś ją nauczały, biła od nich niesamowita miłość jak Monika mówiła. Nie występowały cuda raczej niektóre rzeczy nagle jej znikały i nagle sie pojawiły znikąd. Zeszyt - pamiętnik który prowadziła na temat ''snów'' z blondynami po jednym śnie znikł i nigdy się nie odnalazł, co było zadziwiające, były tam rysunki, opisy itp ... Niestety nie mogę na razie wszystkiego opublikować, ponieważ sprawa Moniki jest szalenie ciekawa, dodam, że poznałem niemal równoczesnie dwie takie kobiety o wręcz identycznych przeżyciach mieszkających od siebie w różnych częściach Polski. Ostatnio dzięki mojej inicjatywie zapoznały się, bardzo mnie to cieszy tym bardziej, że obie Panie sie wspierają. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. Panie Arku,czy te byty można nazwać duchami?Jak odróżnić z kim ma do czynienia, w tym wypadku Monika... jeśli to nie są kosmici?
    Wydaje mi się,że to zjawisko coraz bardziej się komplikuje!

    Pozdrawiam Szydercę RP.Piszesz chyba czasami na Nowej Atlantydzie?
    Pozdrawiam też oczywiście Pana Arka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet tzw. kosmici czasami zachowuję sie wręcz identycznie jak duchy. Niegdyś przy seansach spirytystycznych można było przywołać ducha, z tzw. ''obcymi'' jest podobnie. To co Monika przeżywa to zdaje się krąg róznych istot - bytów począwszy od tych demonicznych, a skończywszy na pewnych bytach, które można wręcz nazwać ''aniołami'' były to istoty typu nordyckiego o niesamowitej dobroci, miłości przynajmniej tak to odczuwała Monika, ale byli też czasami figlarni ;) Tak ma Pan rację, kiedy jeszcze 30 lat temu byliśmy niemal pewni, że wiemy kto stoi za tym zjawiskiem, dziś tak naprawdę nic nie wiadomo, a sama siła, która za tym stoi komplikuje i zaciemnia. Co prawda zaglądam na Nową Atlantydę, ale rzadko coś komentuję. Pozdrówka ;)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawe relacje. O obserwacjach istot bez twarzy inne przyklady: http://zmiennoksztaltne.blogspot.com/2015/12/trzy-zjawy-bez-twarzy-sowacja.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Autorowi za kolejny interesujący materiał. Wszakże chcę go uzupełnić: rejony, w których z większą częstotliwością i regularnością niż gdzie indziej (najczęściej właśnie górskie, stąd np. próba wyjaśnienia ich za pomocą hipotezy geofizycznej P. Devereuxa) pojawiają się dziwne zjawiska świetlne typu "latających kul" (BOL) czy podobnych, są rozrzucone po całym świecie. W Europie to m.in Pennine na pograniczu Anglii i Szkocji, Hessdalen w Norwegii, takie doniesienia mamy też z Rosji, USA, Indii, Brazylii, różnych rejonów Afryki etc. Dorzucę jedną ciekawostkę z naszego "obejścia": w NŚ nr 5/1995 zamieszczono dość obszerną relację czytelnika pochodzącego z Koszarawy u podnóża Beskidu Żywieckiego, który opisał tzw. nocnice - świecące małe kule, jakie za czasów jego młodości regularnie pojawiały się w okolicy, nadlatując z górskich szczytów ku pastwiskom i przysiółkom i wykonując różne ewolucje, przy czym niekiedy zdawały się "bawić" z licznymi obserwatorami.
    Pozdrawiam i życzę wszystkim pomyślnego 2018 roku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam dziękuję za informację, tak oczywiście znam w/w tereny, na których odnotowuje się częściej zjawiska świetlne. To samo występuje we Włoszech na Górze Bismontova. Czy posiada Pan opis tego zdarzenia z ''nocnicami'' ? Jeśli tak bardzo proszę o opis na meila, lub bloga. Dziękuję i Wszystkiego Dobrego w 2018 Roku.

    OdpowiedzUsuń

Napisz komentarz: